|
Dziesięć - piętnaście lat temu, gdy na lodowisko przy ulicy Siedleckiego wchodziło się jeszcze od strony Hali Targowej, żeby zająć miejsce umożliwiające w miarę dokładne obserwowanie meczu, trzeba było przyjść dobrą godzinę przed jego rozpoczęciem. W tym sezonie aż tak dobrze nie jest, być może dlatego, że nowe pokolenie potencjalnych kibiców hokeja nie potrafi jeszcze w pełni uczestniczyć w misterium sportowym, jakim jest każdy mecz na lodowisku Adama "Rocha" Kowalskiego. Przyda się więc chyba krótkie przypomnienie zasad savuar vivre'u panujących na lodowisku nareszcie Cracovii.
Mecz hokejowy składa się z trzech tercji, a więc trzy razy jest okazja do gorącego przywitania zarówno naszych hokeistów, jak i gości - nie można oczywiście zapomnieć o trójcy sędziowskiej - gorąca atmosfera trybun często się im udziela. Uwaga - nie jest wskazane wycie i wyklinanie na przyjezdnych, a tym bardziej na sędziów - dopuszczalna jest owacja na stojąco (póki co zresztą trudno o inną) dla naszych i sędziów i wyniosłe milczenie w stosunku do gości. Obrażany przeciwnik bowiem wykazuje nadspodziewaną waleczność, co może utrudnić naszym graczom odniesienie zwycięstwa. Podobnie zresztą ma się sprawa z sędziami - warto od czasu do czasu pochwalić ich decyzję obiektywnymi brawami, np. gdy wypatrzą pięciometrowy spalony przeciwników w sytuacji sam na sam, albo gdy uda im się zliczyć do sześciu przy lotnej zmianie w drużynie gości. Czasami można również pomóc im w podjęciu rozstrzygnięcia wątpliwej sytuacji głośnym: Spalony!! Kara!! - Uwierzcie, bardzo często pomaga…
Gdy nasza drużyna gra w osłabieniu, umiejętnie wybijamy gości z uderzenia poprzez koncert muzyki nowoczesnej godnej festiwalu Warszawska Jesień - prawie zawsze skutkuje, przy dwóch tysiącach muzyków w hali każdy marzy o zajęciu miejsca z dala od źródeł hałasu… Każdorazowe wybicie na uwolnienie przez naszych kwitujemy huraganem braw.
W przewadze zaś korzystnie jest wzbudzić tumult, bez bliżej określonego tekstu. Można go uzyskać dzieląc się na małe, kilkuosobowe grupki, z których każda krzyczy coś innego: jedni "Cracovia!!!", drudzy "Pasy!!!" , inni wreszcie "Gola, gola, gola…", ewentualnie "teraz bramka…".
Bramki na lodowisku przy ulicy Siedleckiego padają jak wiadomo w chwilach, gdy na pobliskich torach kolejowych przejeżdża pociąg. Musi to być poprzedzone rzecz jasna tradycyjnym: " Pociąg jedzie - bramka będzie". Należy tu uważać na kierunek jazdy pociągu (na Płaszów bądź w kierunku Dworca Głównego) - gole padają bowiem na tę stronę, w którą jedzie pociag - gdy nadjeżdza w kierunku bramki Pasów, lepiej zachować milczenie.
Gdy zawodnik gości zostanie odesłany na ławkę kar, nie śpiewamy już w tym sezonie "Do budy!", tak jak to przez lata miało miejsce - budy po prostu już nie ma. Ponieważ okrzyk: " Na ławkę" ma małe szanse na przyjęcie się na trybunach, pozostają wyżej opisane obiektywne oklaski dla sędziego.
Stojąc przy siatce, tuż przy lodowisku, nie obrażamy zawodników gości, tym bardziej, że nie wiadomo, czy nie będą grali w Cracovii choćby już w grudniu. Również stojąc za bramką gości nie wykrzykujemy do bramkarza rywali niesprawdzonych informacji o jego żonie, w końcu sami nie wiemy, co robi w tym czasie nasza - a mecz hokejowy trwa prawie dwie i pół godziny…
W obu przerwach meczu w dobrym tonie jest spożycie kiełbaski z hokejowego grilla popitej tym, co udało się wnieść na halę, ewentualnie kupić na stoisku przy grillu. Kiełbaska hokejowa jest niewątpliwie rarytasem godnym najlepszych restauracji, jak donoszą z kręgów filmowców w pierwowzorze przygód Kapitana Klossa miał on ponoć stosować hasło - szyfr: "Najlepsze kiełbaski są w hali przy Siedleckiego"… Niestety, akcję filmu przeniesiono do jakiegoś Paryża.
Na koniec - po pewnym, czy też wymęczonym zwycięstwie należy uczestniczyć w obowiązkowym świętowaniu sukcesu. Można to zrobić na trzy sposoby: triumfalny marsz na rynek, ze śpiewem na ustach. Marszruta pochodu tradycyjnie przebiega ulicą Wielopole i Sienną. Drugi sposób świętowania to radosne bujanie tramwajem w drodze powrotnej do domu - tutaj problem może stanowić nowocześniejszy niż w przypadku ostatnich sukcesów tabor MPK. No i wreszcie ostatni sposób to kufel, dwa, trzy… piwa w znajomej knajpie na Kaziemierzu. Ten sposób ma tę zaletę, że można go stosować również jako pocieszenie po oczywiście niezasłużonej porażce.
Myślę, że te krótkie przypomnienie przyda się nam wszystkim przed emocjami, których już niedługo będą nam dostarczać nasi hokeiści na lodowisku przy Siedleckiego - zapraszamy na hokej!
Jake Blues
|