|
Kiedy przed sezonem dowiedziałem się, że Cracovię wzmocni Dalibor Rimsky - ucieszyłem się. Bo to oznaczało i doświadczenie, i zgranie z Wielochem czy Hornym. Niestety sympatyczny napastnik z nr 93 prezentował formę daleką od tej jakiej można by się było spodziewać. W niektórych meczach (np. w wygranym 5:3 w Tychach) był najsłabszy na lodzie. Strzelił zaledwie dwie bramki. Ponoć zgłosił się do Cracovii z niezaleczoną kontuzją i to usprawiedliwiało jego zbyt delikatną jak na hokej grę. W końcu Cracovia poinformowała, że kontrakt rozwiązano a Rzimsky wrócił do domu. Co dziwne - mimo, że Twardy czy Pawlik indywidualnie grali lepiej niż Dalibor (co nie znaczy, że dobrze :P) - po jego odejściu gorzej zaczął grać łatany z meczu na mecz (m.in. wymienionymi zawodnikami) II atak, a radość z gry zatracił przyjaciel Rzimsky`ego - Karel Horny.
Nie o tym chcę jednak pisać. W poniedziałek Cracovia podpisała kontrakt ze słowackim napastnikiem - Romanem Tomasem. Ucieszyłem się znów (może znowu na wyrost), ale moją radość zmąciła lektura jednej z najbardziej "obiektywnych" i kochających Cracovię (ale chyba kochających inaczej ;) krakowskich gazet codziennych na temat tego transferu. Znalazł się tam bowiem taki akapit dotyczący rozmowy z prezesem Adamem Ziębą: "Cracovia rozgląda się też za kolejnymi wzmocnieniami, tym razem na krajowych taflach, gdyż zespół wyczerpał już limit zatrudnienia czterech cudzoziemców." Cieszy chęć dalszego wzmacniania zespołu, ale chwileczkę... Skoro rozwiązano kontrakt z Rzimskym, to w Cracovii jest obecnie TRZECH zagranicznych hokeistów (Horny, Pavel Urban i tenże Tomas), a zatem jeszcze jednego (najlepiej obrońcę) możnaby ściągnąć? Czy nie wie o tym redaktor wast ani prezes Zięba? To pierwsze możnaby zrozumieć - redaktorzy sportowi Wyborczej rzetelnością nie grzeszą, zwłaszcza jeśli chodzi o Cracovię (np. przypisując Arkowi Baranowi 5 żółtych kartek w podsumowaniu sezonu, lub za najwyższe II ligowe zwycięstwo uważając 9:2 z Concordią w 1960). Ale prezes Zięba? Coś mi tu nie gra. Czyżby NIE rozwiązano kontraktu z Rzimskim, przez co blokuje się miejsce dla jakże potrzebnego drużynie obcokrajowca? A może na przykład Radziszewski przyjął ostatnio obywatelstwo kanadyjskie o czym nie wiem? A może Maniek Csorich to rodowity Węgier? Albo Staszka Urbana ktoś uznał za Czecha (bo ma takie samo nazwisko jak Pavel)? Bo przecież nikt mi nie wmówi, że limit "czterech" dotyczy kontraktów rozwiązanych. Podhale zatrudniło sześciu "stranierich" - z jednym rozwiązało umowę (La Franiere), drugiego wypożyczyło do Sanoka (Worosznow) i szafa jakoś gra. Nie jestem specem od zawiłych i zmienianych w trakcie rozgrywek przepisów hokeja. Prosiłbym jednak osoby kompetentne o wyjaśnienie mi tego "Rzymskiego dylematu". Sądzę bowiem, że sprawa interesuje nie tylko mnie. (Miś) |