Chyba nikt, kto wybierał się na mecz sanockich hokeistów z Cracovią, nie spodziewał się takiej klęski. Miejscowi przegrali 1-11.
Krakowianie mieli aż 40 punktów więcej niż KH Sanok, ale wydawało się, że zespół Miroslava Doleżalika może powalczyć z ekipą Rudolfa Rohaczka (obaj Czesi spotkali się kiedyś w ligowym zespole z Karviny). Niestety - po dwóch tercjach było 0-6, w ostatniej goście bawili się z miejscowymi w kotka i myszkę.
- Jestem załamany i zdenerwowany, by nie powiedzieć, że wkurzony - mówił trener Doleżalik. - Obrońcy wcale nie realizowali założeń, pozwalali krakowianom grać w naszej tercji. W przodzie stwarzaliśmy sytuacje, ale nadal gramy nieskutecznie. Inna sprawa, że znakomicie bronił Radziszewski, dla mnie najlepszy bramkarz w Polsce.
Rozmowa z ROSTISłAWEM SAGLO, nowym hokeistą drużyny KH Sanok.
- Masz dopiero 26 lat, a grałeś już w kilkunastu klubach. Lubisz zwiedzać świat?
- To nie to. Każda zmiana związana była z moim rozwojem. Zawsze wybierałem oferty klubów, w których mogłem zrobić postępy.
- Zaczynałeś w rodzimym Sokole Kijów, a już w wieku 14 lat znalazłeś się za granicą. I to w słynnej rosyjskiej drużynie Krylia Sowietow.
- Któż będąc hokejowym dzieckiem nie marzył o miejscu w Kryliach?! Ja osiągnąłem cel. W wieku 16 lat zagrałem swój pierwszy mecz przeciwko Dynamu Moskwa.
- A wkrótce potem pofrunąłeś za ocean. Po co?
- Wtedy pieriestrojka objęła także sport, który w pewnym momencie zaczął się sypać. Pojawili się menedżerowie, którzy szukali dla zawodników dobrych klubów. W Europie, a przede wszystkim za oceanem. Ja, poprzez draft, trafiłem do kanadyjskiej drużyny Laval TItan, występującej w najwyższej lidze juniorskiej w Kanadzie, QMJHL. Grałem w niej zaledwie sezon, po czym trafiłem na draft NHL. To był rok 1996, miałem 18 lat.
- Musiało być nieźle, skoro znalazleś angaż...
- Za pierwszym razem wybrano mnie do Anaheim Mighty Ducks, ale wskutek wymiany trafiłem do Florida Panthers. Podpisałem trzyletni kontrakt, jednak nigdy nie zagrałem w NHL. Trzy razy uczestniczyłem w przedsezonowych obozach, jednak występowałem tylko w drużynie farmerskiej, Border City Brandts. Potem związany byłem dwuletnim kontraktem z drużyną Providence Bruins, "farmą” klubu Boston Bruins, znanego z NHL.
- Czy to brak okazji do gry w NHL sprawił, że wylądowałeś w lidze... słowackiej?
- Tak. Byłem jeszcze na drugiej półkuli, kiedy dotarła do mnie propozycja ze Zvolenia, aby wzmocnić ten zespół w rozgrywkach play-off. Postanowiłem spróbować.
- ...i po play-offach znów wyjechać do USA.
- Tym razem skusiła mnie oferta z klubu BC Icenau, grającego w lidze UHL. Z powodzeniem grałem w nim przez sezon i tam wyszukali mnie wysłannicy klubu z... rosyjskiej ekstraklasy, Kryształu Saratow. Powrót do Rosji okazał się dla mnie pechowy, już w czwartym meczu odniosłem kontuzję kolana. Operacja i rehabilitacja wyłączyły mnie na pewien czas z hokeja. Wskutek tej przerwy nie byłem w pełni przygotowany do gry w rosyjskiej ekstralidze. Postanowiłem skorzystać z oferty TKH Toruń, którą wtedy otrzymałem. Tak trafiłem do Polski.
- W TKH zagrałeś kilkanaście spotkań, po czym trener Morawiecki postanowił zrezygnować z Twoich usług. Dlaczego?
- Rozstaliśmy się w dobrych nastrojach, nie wnikając w szczegóły. Ponoć trener wypowiadał się, że liczył na więcej strzelanych przez mnie goli. Miał prawo. Nie chcę tego komentować.
- Podobno byłeś już jedną nogą w GKS-ie Katowice. Jak to się stało, że trafiłeś do Sanoka, konkurenta GKS-u?
- Powiem tak: byłem już dogadany z Katowicami, kiedy Sanok przystąpił do kontrataku. Uzyskał aprobatę TKH na wypożyczenie mnie do końca sezonu, a ja jego ofertę uznałem za bardziej konkretną i w ostatniej chwili zmieniłem decyzję.
- Dlaczego władze KH z taką determinacją walczyły o Ciebie?
- Rozumiem, że liczą, iż pomogę sanockiej drużynie utrzymać się w ekstraklasie. Zrobię wszystko, aby przekonali się, że dobrze zrobili.
- A jak przyjęła Cię drużyna?
- Znakomicie. Zupełnie nie czuję się tu obco. Zresztą jestem typem wędrownika, więc może mi łatwiej. Atmosfera w drużynie jest dobra, a to ważna rzecz. Jeśli do tego dołączą kibice, znani w polskim hokejowym światku, powinno być dobrze.
| WALDEMAR MAZGAJ, MARIAN STRUŚ