|
Mecz z Unią wywołał średnie zainteresowanie wśród sympatyków hokeja w Krakowie,
ostatnie wyniki drużyny, które nie nastrajały optymistycznie przed meczem,
pesymiście spodziewali się pogromu gospodarzy, na trybunach zjawiło się ok. 1000
kibiców. Unia wystąpiła w lekko osłabionym składzie (zabrakło kontuzjowanego
Piekarskiego), natomiast w Cracovii nie wystąpił po raz kolejny Mateusz
Malinowski, który boryka się z kontuzją kolana (ma wrócić do treningów w
poniedziałek, czyli należy się spodziewać że będzie gotowy do gry na playoff).
Dla Unii ten mecz był okazją do przypięczętowania pierwszego miejsca po rundzie
zasadniczej, dla Cracovii ewentualna wygrana stwarzała szansę na dlaszą walkę o
czwarte miejsce po rundzie zasadniczej.
Kiedy zaraz na początku Unia przycisnęła, czego efektem bramka Kilima już w drugiej
minucie, pesymiści zaczęli obawiać się dwucyfrówki. Jednak stopniowo gra wyrównywała
się, a do głosu zaczęli dochodzić krakowianie, którzy coraz bardziej niepokoili
reprezentacyjnego golkipera Tomasza Jaworskiego. Wreszcie Roman Tomas
jakoś wepchnął krążek do siatki Unii i zrobiło się 1:1. Takim wynikiem zakończyła
się pierwsza tercja. "Zaraz Unia podkręci tempo i nas rozwalą" - usłyszałem od
jednego z wirenych kibiców "Pasów", który jednak nie wierzył w korzystny wynik.
Jednak druga tercja pokaała co innego, Cracovia wreszcie przestała łapać
głupie kary (co było spejalnością naszych zawodników w poprzendich meczach) a i
obrońcy grali bardzo uważnie, nie popełniając większych błędów. W tej tercji
obejrzeliśmy także dwie bramki, po jednej z obu stron, najpierw Piotrek Sarnik
rozmontował defensywę gości i bardzo silnym strzałem pokonał bezradnego Jaworskiego.
A potem po kontrze, Mariusz Puzio strzelił bramkę kuriozum i chyba nawet
on sam nie wie jakim cudem to wpadło. Drugza tercja podobnie jak pierwsza remisowa
i na ostatnią odsłonę zespoły wyjeżdżały przy wyniku 2:2. Rosła nadzieja kibiców
Cracovii na lepszy wynik, co zaczęło się przejawiać w dopingu, który z bardzo niemrawego
w pierwszych dwóch tercjach, narastał w miarę upływu trzeciej. Wreszcie w 47 minucie
Damian Słaboń zdobył swojego gola, kompletnie myląc Jaworskiego, szał radości na lodowisku
i na trybunach. (Muszę napisać, że w pierwszej tercji przy stanie 1:0 dla Unii myślałem
o tym że napewno Sarnik i Słaboń strzelą conajmniej po bramce, jak to zwykle bywa, także o wynik
byłem spokojny;-)) Cracovia od tego momentu zaczęła kontrolować sytuację na ldozie, a
na trybunach rozpoczęła się fiesta. w 59 minucie po serii nieskutecznych ataków Unii
niezaprzeczalny bohater meczu Roman Tomas przypieczętował zwycięstwo Pasów po pięknej
solowej akcji, koronując swój bardzo udany występ w tym meczu.
Byli już tacy którzy przyjście Romana Tomasa w miejsce Dalibora Rimsky'ego
traktowali jako największy błąd transferowy, wskazywali na zero statystyczne Słowaka,
brak bramek, brak asyst. Jednak część osób w tym niżej (a w zasadzie wyżej) podpisany
wierzyło że kwestią czasu tylko jest przebudzenie napastnika o tak drogim sercu
kibiców Pasów imieniu. Roman od początku pokazywał znamiona gracza naprawdę dużego
formatu, jednak problemy sprzętowe i aklimatyzacyjne nie pozwalały mu na pokazanie
pełni swoich nieprzęciętnych umiejętności. Kto poznał sympatycznego Słowaka osobiście
wiedział że jest on raczej typem nieśmiałym, który potrzebuje trochę czasu aby oswoić
się w nowym otoczeniu. Skromny, spokojny chłopak, który nagle znalazł się w innym kraju,
w dużym mieście wśród nieznanych sobie ludzi, potrzebował czasu żeby móc w pełni
pokazać na co go stać. Duża rola w tym zapewne Karela Hornego który roztoczył
opiekę nad młodszym kolegą. No i wczoraj w meczu z Unią , Roman potwierdził to co widać
już było w ostatnich meczach, kiedy jego forma wyraźnie zwyżkowała. Rozegrał doskonałe
spotkanie, bez wątpienia zasługując na miano najlepszego zawodnika meczu. Nie
było dla niego straconych krążków, walczył do upadłego na całym lodowisku, no i strzelił
dwie bramki, jedną po której odżyły nadzieje kibiców na korzystny wynik (na 1:1) i
drugą którą pogrzebał ostatecznie szanse i nadzieje Unii na wywiezienie punktów
z Krakowa. Ogólnie brawo Roman! Prosimy o więcej, bo napewno jeszcze niejeden raz
ucieszysz nas swoją dobrą grą. Cracovia tym zwycięstwem odskoczyła od "Stoczni"
na 3 punkty znacznie zwiększając swoje szanse na zajęcie 5 miejsca.
Pozostaje także cień szansy na zajecie 4 miejsca, ale to tylko przy bardzo "korzystnych
wiatrach". Nie popisał się po meczu trener Unii Andriej Sidorenko, który próbował
umniejszać sukces Pasów twierdząc że to nie Cracovia zagrała dobrze, a Unia rzekomo
"najsłabszy mecz w sezonie" - Ci co widzieli Unię poprzednio w Krakowie, kiedy to w
pierwszej tercji byli zagubieni niczym dzieci we mgle, mają zapewne inny pogląd na sprawę,
również zwycięstwa w stosunku 2:1 nad Katowicami (przed wzmocnieniami GKSu, tak
więc goście grali w skąłdzie 13-osobowym) u siebie, czy 2:1 w Sanoku nie sugerują
udanej postawy w tych meczach, ale cóż widać niektóym trudno przyznać że przeciwnik
po prostu tego dnia był lepszy...
|