|
Agresywna gra wzrasta wprost proporcjonalnie do tego, im bliżej jest do zakończenia sezonu zasadniczego. Ale to jeszcze nic, co oczekuje kibiców w meczach fazy play off hokejowej ekstraligi.
Te bowiem, w myśl przysłowia, rządzą się swoimi prawami. Walczy się o najwyższą stawkę i jednej porażki można już nie odrobić. Twarda, a nawet bardzo ostra gra, z koniecznością wiąże się z karami. A do pracy arbitrów kibice we wszystkich halach mają wiele zastrzeżeń. Aż strach bierze jakich reakcji fanów można oczekiwać, gdy decyzje sędziego będą w meczach play off absolutnie w niezgodzie z oceną widzów. Problem tylko w tym, że znajomość przepisów, nie tylko wśród kibiców, ale samych zawodników czy działaczy, jest delikatnie mówiąc mizerna. Hokej to szybka gra, przepisy zmieniają się co roku, a brak ich znajomości powoduje najdziwniejsze wydarzenia na trybunach. Na jednym z meczy Cracovii doszło do ostrego spięcia jednego z prominentnych widzów, ze znanym byłym szkoleniowcem, który odważył się, z racji swojej fachowości, posiadać odmienne zdanie niż ów widz. Oczywiście w kwestii interpretacji jednej z decyzji arbitra. Ale co mówić o wiedzy kibiców na temat przepisów hokejowych, skoro zarówno trenerzy oraz oczywiście działacze, mają wielkie pretensje do arbitrów. I wyrażają je w sposób, powiedzmy, dość obcesowy. Nie mówiąc już, że zdarzają się i takie sytuacje, jak przykładowo w Nowym Targu. Na jednym z meczów, zastrzeżenia co do wygięcia łopatki kija jednego z hokeistów zakończyło się odrzuceniem protestu, z prozaicznego powodu....braku miarki. Tak wygląda profesjonalizm w naszych warunkach. Oby w play off nie było powodów do zgłaszania pretensji do panów w czarno-białych uniformach. |