|
Kiedy po zakończeniu rozgrywek fazy zasadniczej, szkoleniowiec ,Pasów" Rudolf Rohaczek bynajmniej nie narzekał, że trafił na Podhale, przyglądano mu się z podejrzliwie. Teraz już nie. Ale w meczach, przebiegających na zasadzie - do pierwszego błędu, wszystko się jeszcze może zdarzyć.
Krakowianie zagrali w środę doskonale taktycznie. Atakowali rywali daleko w strefie środkowej, nie pozwalając na konstruowanie akcji i rozwinięcie skrzydeł. Robili wszystko, by gra nie była płynna, gdyż takowa to woda na młyn nowotarżan. Ale by takowa przyniosła efekt, musiała być poparta ogromną walką w każdym rejonie lodowiska. A jak trzeba ,rzucaniem" się na krążek. Do tego by myśleć o wygranej, również samemu należało stwarzać sytuacje strzeleckie. I to wszystko krakowianie czynili w środę. Do tego takich pokładów dobrze rozumianej sportowej złości nie było u krakowskich graczy widać wcześniej. Efekt? Bynajmniej to nie Rafał Radziszewski, ale Krzysztof Zborowski miał w tym meczu więcej pracy. I musiał bronić groźniejsze strzały. - To nie jest opinia stereotypowa, ale rzeczywista - powiedział po meczu kapitan ,Pasów", Paweł Kozendra. - Wygraliśmy dzięki taktyce. Owszem zdarzały się błędy, ale na szczęście rywale ich nie wykorzystali. Ale trudno ich zupełnie uniknąć. Jesteśmy szczęśliwi, ale to dopiero początek rywalizacji. W Krakowie musimy zagrać z taką samą determinacją jak w środę. Pomogli nam wierni kibice. W Krakowie liczymy, że hala będzie ,chodzić" od dopingu. Krzysztof Oliwa niczym specjalnym, oprócz wybicia pleksy Chabiorem, staranowaniem Noworyty i ,wymianą słów" z arbitrem, się nie wyróżnił. Słabo zaprezentowali się jeszcze do niedawna kontuzjowani - Hajnos i Kotasek. Niewiele lepiej kadrowicze - Różański i Piotrowski. Wyróżnienia indywidualne byłyby z krzywdą dla całego zespołu. Począwszy od Radziszewskiego, a skończywszy na młodym Noworycie wszyscy przyczynili się do tego zwycięstwa. I tylko należy Romana Tomasa, strzelca decydującego gola, specjalnie pochwalić. - Dostałem krążek idealnie w tempo - powiedział Roman Tomas. - Wiedziałem, że gdybym strzelał górą, wysoki Zborowski mógłby to obronić, dlatego zdecydowałem się na uderzenie po lodzi. I weszło. Jest oczywiste, że wygrana w pierwszym pojedynku doskonale ,ustawiła" krakowian. I tak po prawdzie taktyka wiele nie musi być zmieniona. Po prostu to nowotarżanie ,muszą" dzisiejszy mecz wygrać. Czyli uniknie się ,kopania się z koniem" czyli pójście na wymianę ciosów z ,Szarotkami". Bo to mogłoby drogo krakowian kosztować Dzisiaj: COMARCH-CRACOVIA - WOJAS PODHALE Nowy Targ, godz. 18. |