|
Comarch-Cracovia 3 Wojas Podhale Nowy Targ 1 (1:1, 1:0, 1:0) Bramki: 0:1 Hajnos (Biela, Podlipni) 16, 1:1 Sarnik (Horny) 20, 2:1 Horny (Noworyta) 37, 3:1 Śliwa 59. Sędziowali: T. Godziątkowski z Bydgoszczy oraz P. Meszyński z Bytomia i L. Kubiszewski z Katowic. Kary: 8 i 20 min (w tym 10 min dla Bobceka). Widzów: 2.500. Stan rywalizacji w ćwierćfinale 2:0 dla Comarachu-Cracovii.
COMARCH-CRACOVIA: Radziszewski - P. Urban, Csorich, Sarnik, Słaboń, Twardy - Noworyta, Marcińczak, Chabior, Horny, Thomas - Kotuła, Kozendra, Malinowski, Śliwa, Musiał - S. Urban, Cieślak, Wieloch. WOJAS PODHALE: Zborowski - Sroka, Wilczek, Różański, Fi¹er, Kotasek - łabuz, Piotrowski, Podlipni, Biela, Hajnos - Gil, Bobèek, łyszczarczyk, Kolusz, Radwański - Ćwikła oraz Wołkowicz. Jeżeli pierwszy mecz Podhala i Cracovii można było określić jako dobry, ale przede wszystkim jako spotkanie walki, to wczorajsze stało na znacznie wyższym poziomie, a co do walki, to było jej nawet w nadmiarze. Tym razem nowotarżanie zagrali o niebo lepiej w ataku, płynniej, co prawda nie podwajania w tercji rywala, ale byli nieskuteczni, a do tego klasą był w krakowski golkiper Rafał Radziszewski. Podopieczni Rudolfa Rohaczka zagrali podobnie taktycznie i tak samo skutecznie jak w pierwszym spotkaniu, ale też znacznie częściej starali się atakować. O ambicji hokeistów obu drużyn nawet nie trzeba wspominać. Zaczęło się od groźnych akcji nowotarżan i kilku błędów krakowskich defensorów. Ale najgroźniejszą akcję przeprowadzili gospodarze. Horny zmylił łabuza i strzelił ostro będąc między bulikami, ale Zborowski był na posterunku. W 16 min, kolejny błąd krakowian przy wyprowadzaniu krążka. Biela z Podlipnim wymienili krążek, strzał tego pierwszego odbił Radziszewski, ale Hajnos posłał gumę nad nim do siatki. Miejscowi wyrównali na 33 sekundy przed końcem pierwszej odsłony. Podczas gry w przewadze, ostro strzelał Horny, Sarnik nadstawił kij i krążek wpadł w przeciwległy róg bramki Zborowskiego. W 36 min Cracovia wykorzystała kolejny okres gry w przewadze. Tym razem Horny zamienił na bramkę podanie młodego Noworyty. Przy grze w osłabieniu, w 40 min, Słaboń niewykorzystał sytuacji sam na sam ze Zborowskiem, po chwili tajemnicą Podlipniego i Hajnosa pozostanie jak nie doprowadzili do wyrównania oraz Radziszewskiego jak tak szybko się podniósł po pierwszym strzale, by obronić następny. W ostatniej tercji z minuty na minutę podhalanie atakowali z coraz większą determinacją. Po błędzie P. Urbana spudłował Radwański, Bobcek trafił w słupek i dwukrotnie fatalnie uderzał Ćwikła. I stało się to co musiało. Strata krążka we własnej tercji, Śliwa objechał bramkę i przy słupku wepchnął go do bramki Zborowskiego. Wygrała po prostu drużyna skuteczniejsza. |