|
Wiele już meczy hokejowych widziałem w swoim życiu. Drugi mecz playoffu był jednak wyjątkowy. Nie chodzi
tu o wynik, moja ukochana drużyna wygrała i z tego bardzo się cieszę. Niestety ten tekst będzie nie o popisach
Radziszewskiego, Hornego, Sarnika czy Tomasa. Ich gra natchnęła krakowską publiczność do dopingu
jakiego dawno na lodowisku przy ulicy Siedleckiego nie było. Cracovia pokonała po raz drugi faworyta, tym
razem 3:1 i już tylko jeden mecz dzieli "Pasy" od półfinału. Należy jednak zwrócić uwagę na pokonanych, na
"dumę polskiego hokeja", jak to kiedyś gdzieś przeczytałem - Podhale Nowy Targ. Zawodnicy drużyny "Szarotek",
reprezentujący bardzo zasłużony dla polskiego hokeja klub w meczu, a dokładniej w końcówce meczu zachowali
się skandalicznie. Najpierw trener Słowakiewicz, widząc bezradność swoich zawodników wysłał jedyny raz w meczu
w bój Wołkowicza, który chamskim faulem starał się wyeliminować z gry bramkarza "Pasów" Rafała Radziszewskiego,
potem już poszło, brutalne faule na Hornym, Sarniku, próba ataku na Tomasa, w zasadzie nowotarżanie przestali
wogóle przejmować się krążkiem. No cóż każdy obiera taką taktykę na jaką go stać, widać jednak podhalanie
w hokeja grać nie umieją, skoro uciekają się do takich praktyk. Obrońca Bobcek - czeskie "wzmocnienie" Podhala
wogóle chyba w hokeja grać nie umie, bo zajmuje się tylko i wyłącznie chamskim faulowaniem przeciwników. Nie dziwne że zakontraktowali Oliwę, on też hokeistą jest marnym ale bić to się potrafi. No cóż nikt nikogo za rękę nie złapał i wedle światłych komentarzy nowotarskich kibiców, którzy tłumnie oglądali mecz, jest to oczywiście przypadek że takie faule akurat były. No nie ma co się sprzeczać, ale każdy kto był na meczu, widział jak było. Widział także jak nowotarżanie potrafią godnie przyjąć porażkę, kiedy nie raczyli nawet zgodnie z dobrymi obyczajami panującymi w światowym hokeju, podać swoim przeciwnikom rąk. Widzieli kapitana "Szarotek" Jarosława Różańskiego - reprezentanta Polski, który nie potrafił zgodnie ze zwyczajem pożegnać się z kapitanem drużyny przeciwnej. Czytamy potem po meczu brednie na temat sędziów i ogólny płacz nowotarskich "hokeistów" i "trenera". Naprawdę mam nadzieję że więcej Podhala w tym sezonie na krakowskim lodowisku nie będę oglądał. Naprawdę wolę jak przyjeżdżają do nas na mecze drużyny hokejowy a nie taka zgraja chamów. Rincewind
Kraków 19.02.2005
|