|
|
 |
|
21.02.2005. |
|
No i stało się! Podhale na kolanach, Cracovia z podniesioną głową awansuje do półfinałów. Do tego awansu wystarczyły naszym zawodnikom ledwie trzy mecze. Tego nikt się nie spodziewał. Spojrzyjmy więc wstecz na tę zakończoną rywalizację. Jej preludium miało miejsce w sezonie zasadniczym, kiedy to kibiców obiegła plotka że nowotarżanie chcą grać z Cracovią w pierwszej rundzie playoff, w związku z czym "odpuszczą" decydujący o tym mecz z Toruniem, wypychając TKH na 3 miejsce, a sami pozostając na 4. W obiegowej opinii wielu kibiców, Stoczniowiec Gdańsk miał być trudniejszym rywalem od Pasów. Już na początku tej serii mogliśmy się czuć niedocenieni przez przeciwnika. Jednak potem pojawiły się głosy że nie było tak do końca, że władze Podhala widząc zwycięski marsz Cracovii pod koniec sezonu (Unia, Tychy) pozostały w pokonanym polu. Cracovia stawała się w oczach konkurentów groźniejsza, stąd też pogłoski o specjalnej premii od Wiesława Wojasa za mecz z Toruniem. Koniec końców jednak Toruń uplasował się na 3 pozycji, Podhale na 4 - stąd też Cracovia miała się zmierzyć w hokejowym klasyku z Szarotkami.
Od początku nasuwały się skojarzenia z ćwierćfinałem z 1997 kiedy to Podhale pokonało po męczarniach Cracovię 2:1 w meczach. Na pierwszy mecz udała się 300 osobowa ekipa kibiców Cracovii, pełna obaw co do końcowego wyniku. Sam mecz wzbudził kontrowersyjne opinie. Niektórzy twierdzili że Podhale zagrało przeraźliwie słabo, inni że to Cracovia rewelacyjnie taktycznie. Jak dla mnie to ta druga opinia jest bliższa prawdy. Mecz był totalną bitwą, bramkarz Podhala Krzysztof Zborowski bronił znakomicie, Rafał Radziszewski w tym spotkaniu paradoksalnie nie miał zbyt dużo pracy, obrońcy wykonali wspaniałą robotę, nie pozwalając zawodnikom Szarotek na dochodzenie do czystych sytuacji. Mecz rozstrzygnął rozgrywający się z meczu na mecz Roman Tomas który po pięknej akcji z Hornym pod sam koniec meczu pokonał Zborowskiego strzałem po lodzie. Jeszcze Cracovia przypięczętowała zwycięstwo strzałem do pustej bramki i fani Pasów mogli w radosnych nastrojach powrócić do domu. Przez dwa dni trwała gorączka przedmeczowa w Krakowie, bilety szły jak świeże bułeczki, wszyscy chcieli być na tym meczu. Wreszcie nadszedł piątek, hala powoli zapełaniała się kibicami. Przygotowano specjalny pokaz świateł, spiker zawodów niezawodny Paweł "Kablo" Tarnowski zagrzewał kibiców do głośnego dopingu. Jednak tym razem to Podhale otworzyło wynik, w pierwszej tercji Hajnos pokonał Radziszewskiego. Na trybunach lekkie zaniepokojenie, ale od czego mamy profesora Karela Hornego, Karel w koszmarnym zamieszaniu pod bramką górali zachował przytomność umysłu i jeszcze w pierwszej tercji Damian Słaboń po jego podaniu wyrównał stan meczu. Druga tercja to wyrównana gra, z lekkim wskazaniem na Cracovię, co Pasy udokumentowały bramką tym razem Karel już sam wykorzystał podanie Patryka Noworyty i wyprowadził krakowian na prowadzenie. Do końca tercji drużyna Rudolfa Rohacka grała swoją grę, konsekwentnie w obronie, mając oparcie w fenomenalnym Radziszewskim. Trzecia tercja to dalej konsekwencja i zdyscyplinowanie taktyczne i coraz bardziej brutalna gra górali, którzy brutalnymi faulami próbowali wyeliminować najlepszych w drużynie krakowskiej Radziszewskiego, Hornego, Tomasa i Sarnika. Wreszcie Cracovia przeprowadziła wzorową kontrę, Krzysztof Śliwa objechał bramkę i wprowadził 3000 widzów w stan ekstazy, ustalając wynik meczu na 3:1 dla gospodarzy. Po meczu skandaliczne zachowanie zawodników Podhala, którzy nie raczyli podziękować swoim rywalom za grę, no cóż jak ktoś nie umie przegrywać... 2:0 w playoffie tego nikt się nie spodziewał, poza największymi optymistami wśród kibiców Pasów. Jeden dzień odpoczynku i obie drużyny znów pojawiły się na tafli lodowiska w Nowym Targu. W hali zameldowało się również ok. 700 kibiców Cracovii, którzy od wejścia na halę głośno dopingowali swój zespół. Mecz był naprawdę bardzo dobry, Cracovia starała się kontrolować sytuację, a Szarotki walczyły jak o życie. Tym razem na pierwszą bramkę nie trzeba było długo czekać i juz w 6 minucie Marian Csorich pokonał Zborowskiego, Cracovia grała w przewadze. Euforia na trybunach zajmowanych przez kibiców Cracovii. Euforia w drużynie, konsternacja wśród kibiców Podhala, czyżby czarny scenariusz miał się sprawdzić? Potem kiedy w 18 minucie Roman Tomas podwyższa na 2:0 wydaje się że już nic nie może zagrozić Pasom. Jednak w chwilę po bramce dla Pasów Kotasek pokonuje Radziszewskiego i mecz staje się nadal nierozstrzygnięty. Druga tercja to falowe ataki Podhala i coraz bardziej rozpaczliwa obrona zawodników Cracovii. Dochodzi także do zamieszek na trybunach, które kończą się 10 minutową karą dla Marcina Kolusza, który wykazał się niebywałym intelektem wybijając z całej siły krążek w trybuny pełne kibiców Cracovii, no cóż widać biedny nie wiedziiał że coś takiego jest zagraniem niebezpiecznym. Po uspokojeniu się sytuacji na lodowisku powróciliśmy do gry. Pasy uporządkowały grę, a Szarotki w dalszym ciągu biły głową w mur, a murem tym był niewątpliwie Rafał Radziszewski. Druga tercja zakończyła się wynikkiem bezbramkowym, tak więc Pasy nadal bliżej były gry w półfinale. Jednak już 5 minut po rozpoczęciu III tercji Cracovia straciła bramkę, Bartłomiej Piotrowski pokonał silnym strzałem Radzika. Zaniepokojenie wśród fanów Pasów, euforia wśród nowotarskich kibiców (pierwszy i ostatni raz w tym playoffie). Podhale chciało pójść za ciosem, ale na drodze stanęlli umiejętnie grający krakowianie. I nie trzeba było długo czekać. Po 3 minutach Roman Tomas w swoim stylu przeprowadził solową akcję i uciszył nowotarskie trybuny. Euforia na sektorze gości, euforia w drużynie - Cracovia jest bardzo blisko, przez 12 minut Pasy broniły się zaciekle, przed wściekłymi atakami rywali, cudów w bramce dokonywał Radziszewski, ale i Krzysztof Zborowski musiał kilka razy pokazać kunszt po kontrach. Wreszcie końcówka i eksplozja radości w obozie krakowian! W trzech meczach odprawiamy Podhale. To w Krakowie rozgrywane będą mecze półfinałowe. Jeszcze tłumaczenia trenera Słowakiewicza, który widzi wszystko tylko nie dobrą grę przeciwnika. I już Podhale nas nie interesuje, teraz mamy przed sobą większe wyzwanie, po wicemistrzu Polski, przyszedł czas na mistrza. Jak nam pójdzie? Zobaczymy - ale tanio skóry Pasy nie sprzedadzą. |
|
|
|
|
|
|
Co, gdzie, kiedy... |
|
PLAY-OFF o brązowy medal Cracovia-Stoczniowiec 3:1 Cracovia zwycięża! Kraków 13.III.2007 Cracovia - Stoczniowiec 3:0 (0:0, 1:0, 2:0) Gdańsk 16.III.2007 Stoczniowiec - Cracovia 1:3 (0:2, 0:0, 1:1) Kraków 18.III.2007 Cracovia - Stoczniowiec 3:5 (0:1, 2:2, 1:2) Gdańsk 22.III.2007 17:30 Stoczniowiec - Cracovia 4:8 (2:2, 2:2, 0:4)
|
|
|
|
|
|
|