|
Sanoccy hokeiści, wbrew przewidywaniom malkontentów, nie grają aż tak
źle i na razie, choć są bez punktu, zbierają pochlebne recenzje.
Wczoraj omal nie urwali punktu faworyzowanej Cracovii tracąc remis na
12 sekund przed końcem.
DWORY UNIA OŚWIĘCIM - KH SANOK 7-2 (1-0, 4-2, 2-0)
1-0 Puzio - Radwan (17:34), 2-0 Bibrzycki - Puzio
- Stachura (20:54), 3-0 Misal - Jaros - Gabryś (24:22), 4-0 Puzio -
Piekarski (33:28), 4-1 Kostecki - T. Demkowicz (33:46), 4-2 T.
Demkowicz - Talaga (35:51), 5-2 Kowalówka (39:17), 6-2 Stachura - Puzio
(51:02), 7-2 Radwan - Modrzejewski (56:48). UNIA: Jaworski -
Gavalier (2), Piekarski; Bohaczek, Gabryś; Noworyta (2), Kłys;
Połącarz, Kozak (2) - Stachura, Bibrzycki (4), Puzio; Misal, Kowalówka,
Jaros; Radwan, Sękowski, Modrzejewski oraz Ryczko, Kwiatek. Trener -
Richard FARDA. KH: Worosznow - Ciepły, Rąpała; Burnat, Talaga;
Miśków, D. Demkowicz - Niemiec, Milan, Radwański; Dżoń, Kostecki (2),
T. Demkowicz (2); Solon, Pavel, Grzesik (2). Trener - Marian BRUSIL. SĘDZIOWALI
Włodzimierz Marczuk (Toruń) oraz Sebastian Molenda i Jacek Bernacki
(Sosnowiec). KARY: 10 i 8 minut (2 techniczne). WIDZÓW 700. -
Nasza drużyna dopiero się tworzy. Było nas tylko 17, w tym jedynie
sześciu obrońców. W Sanoku został obrońca Adam Fraszko, który podjął
treningi z naszym zespołem. Potrzebujemy jeszcze przynajmniej jednego
obrońcy i dwóch napastników i wtedy będziemy już mogli mówić o pełnym
składzie - tłumaczył Marian Brusil, trener sanoczan. Mecz zaczął
się w miłej atmosferze; Mariusz Puzio otrzymał nagrodę dla najlepszego
zawodnika Unii w poprzednim sezonie. 39-letni lewoskrzydłowy już w
pierwszym meczu strzelił dwa gole i zaliczył dwie asysty.
Gospodarze szybko osiągnęli przewagę, ale długo nie potrafili jej
zamienić na gola. Zrobił to dopiero niezawodny Puzio. Gdy poprawił
Rafał Bibrzycki (tuż po zejściu z ławki kar) wydawał się, że będzie
pogrom. Przy stanie 4-0 dwie ładne akcje zrobili goście. Najpierw
Tomasz Demkowicz uruchomił Roberta Kosteckiego, który wjechał środkiem
i strzelił w "okienko", a po 65 sekundach Bartłomiej Talaga popisał się
rajdem prawym skrzydłem, zaś zamykający akcję Tomasz Demkowicz przy
słupku strzelił w krótki róg. Nadzieje sanoczan na niespodziankę
zostały rozwiane już po chwili. Na dodatek w 50. minucie Piotr Ciepły z
ułamanymi zębami zszedł do szatni. - Z gry możemy być w sumie
zadowoleni. O wyniku zadecydowały indywidualne błędy w obronie, ale
występu nie musimy się wstydzić - mówił Tomasz Demkowicz, napastnik i
II trener KH.
KH SANOK - COMARCH CRACOVIA 3-4 (1-1, 1-2, 1-1)
1-0 Dżoń - T. Demkowicz - w przewadze (11.25), 1-1
Śliwa - Marcińczak - Chabior (17.30), 1-2 Dulęba - Csorich w przewadze
(21.08), 2-2 Kostecki - T. Demkowicz, Ciepły - w osłabieniu (30,42),
2-3 Horny - w przewadze (33,07), 3-3 Radwański - Niemiec (45,48), 3-4
Słaboń (59,48). KH SANOK: Janiec (2) - Rąpała, Ciepły; Talaga,
Burnat; D. Demkowicz, Miśków - Radwański, Milan (2), Niemiec (2); T.
Demkowicz, Kostecki (2), Dżoń (2+10); Solon, Pavel, Grzesik (2). Trener
Marian Brusil CRACOVIA: Radziszewski - Csorich, Kozendra; P. Urban
(2), Dulęba (2); Marcińczak, Chabior - Laszkiewicz, Słaboń, Twardy;
Horny, Voznik, Potoczny; St. Urban (2), Śliwa (2), Witowski. Trener
Rudolf Rohaczek. SĘDZIOWALI: Włodzimierz Zarodkiewicz (Katowice)
oraz Rafał Gawron (Katowice) i Jacek Bernacki (Sosnowiec). KARY: 22 - 8
+ 2 techn.). WIDZÓW: 2200. Kibice zostali kupieni przez swoją
drużynę. Zamiast lania, jakiego się spodziewali, ambitny zespół KH
stoczył pasjonujący pojedynek z faworyzowaną Cracovią. Do szczęścia
zabrakło tylko 12 sekund, bo właśnie wtedy Damian Słaboń, po wygraniu
bulika, wepchnął krążek do bramki. W I tercji przeważali krakowianie,
jednak gospodarze grali uważnie i mądrze w obronie, groźnie
kontratakując. Właśnie z takiej kontry, gdy sanoczanie grali w
przewadze, Artur Dżoń z podania Tomka Demkowicza strzelił pierwszą
bramkę w tym meczu. Wyrównał Krzysztof Śliwa. Na początku II tercji
sanoczanie stracili głupią bramkę, ale odrobili ją w 31 min., grając w
osłabieniu. Tomasz Demkowicz wypuścił w bój Artura Kosteckiego,
doprowadzając ponad 2-tysięczną widownię do szału. Temperatura na
trybunach była jeszcze wyższa, kiedy to w 33.07 min. sędzia główny
uznał bramkę Hornego, mimo iż sędzia bramkowy stwierdził akurat
odwrotnie. To był niewątpliwie faul ze strony W. Zarodkiewicza. W III
tercji wyrównał Maciej Radwański, który w 57 min. jechał sam na sam z
Radziszewskim. Tym razem bramkarz Cracovii wygrał ten pojedynek. Gdy
wydawało się, że po chwili rozpocznie się dogrywka, na 12 sekund przed
końcem Damian Słaboń wygrał bulik i w wielkim tłoku wcisnął krążek do
bramki dobrze broniącego łukasza Jańca. Mimo przegranej, sanoczanie sprawili swoim pupilom miłą niespodziankę. - Ta drużyna będzie grała - słychać było na trybunach. |