|
Nasze mecze z Podhalem traktuje się niekiedy jak mecze derbowe. Nic dziwnego, że hala była prawie pełna. Wszyscy się spodziewali wielkiej walki ze strony „Szarotek”, które pewnie przeżywały jeszcze ostatnią porażkę z Unią. Przez większą część meczu jednak nie wiał halny, a wiało nudą.
I tercja – Pasy dość szybko zaczęły dyktować warunki, spychając „Górali” do obrony. O ile nasi hokeiści grali z zaangażowaniem, o tyle na trybunach atmosfera iście piknikowa. Czy my czasami nie za bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że każdy mecz wygrywamy? Rozbudził nas dopiero pierwszy gol. Prawdziwa ozdoba meczu, uderzenie z klepy Witowskiego zupełnie zaskoczyło Rajskiego i wyszliśmy na prowadzenie. Wszystko zgodnie z planem. Pod koniec tercji strzeliliśmy drugą bramkę. Tak ostatnio gra Cracovia : spokojnie, dokładnie i z precyzją. II tercja – Do bramki Podhala wrócił Zborowski. Nie był on jednak w stanie zatrzymać dokładnych ataków Cracovii. Najpierw ograł go świetnym zwodem P. Sarnik, a czwartego gola zdobył, po świetnej wymianie krążka z D. Słaboniem, niezawodny L. Laszkiewicz. Co rzuca się w oczy to nasza mało skuteczna gra podczas przewagi. Zakładamy zamek, rozgrywamy krążek w tercji przeciwnika, mijają dwie minuty... i nic. Pod koniec tercji Podhale zdobywa bramkę. Pierwszy raz od dłuższego czasu uświadamiam sobie, że mecz jest płynny, sędziowie nie przeszkadzają grać i tak jakby ich nie było. To samo można powiedzieć o nas, ehhh może w ostatniej tercji się to zmieni? III tercja – sędziowie przypomnieli sobie, że muszą się pokazać, więc co chwilę na ławkę kar wędruje hokeista. Jest dużo przewag, nawet podwójnych, gry 4 na 4. Gdy ustawiamy wreszcie zamek, mówię do kolegi – No jak teraz nie strzelimy... Na szczęście chyba słyszał mnie O. Marcińczak. Mocne uderzenie spod niebieskiej linii i pierwszy od dłuższego czasu gol na Siedleckiego zdobyty podczas przewagi stał się faktem. Podhale zaczyna przeprowadzać coraz groźniejsze akcje, jednak Radzik gra dziś świetnie, ratując nas wielokrotnie z zupełnie beznadziejnych sytuacji. Bramki dla Podhala jednak padają, i to w przeciągu dwóch minut. Druga gdy gramy w osłabieniu. W ostatniej minucie Pasy pokazują jednak, że grają do końca choćby przez szacunek dla kibiców. Jest 5:3, mecz wygrany, a mimo to przeprowadzamy atak i Karel Horny zdobywa bramkę! Odebrałem to jako pokaz charakteru i udowodnienia nam, że oni grają również dla nas i liczą na nasze wsparcie. Nikt by złego słowa nie powiedział, gdyby już „dowieźli” wygraną do końca, a jednak... Poczułem wtedy głębokie uznanie dla zawodników. Na następny mecz przyjdę i będę dopingował z całych sił i liczę, że wy zrobicie tak samo! A naprawdę warto przyjść, nawet tylko po to, by zobaczyć jak Martin Potoczny wspaniale dyryguje Lokomotywą. Widzę wtedy na wielu twarzach szerokie uśmiechy... Hokejowa myśl tygodnia – mistrzowska drużyna chce mieć mistrzowskich kibiców! |