Na początek rozgrywek III rundy PLH przypłynął na spienione, pasiaste wody okręt z Gdańska. Po godzinie nasi hokeiści, przy skromnej pomocy kibiców, odstawili okręt z powrotem do Stoczni.
I tercja – Czy to dzisiaj jeszcze jakiś mecz jest? Tak mało ludzi na meczu było ostatnio podczas wizyty...Stoczniowca. Cóż, tak niska frekwencja spowodowana była kolizją terminów rozegrania meczu piłki z hokejem. Jak się później okazało, pomimo małej liczby legionu hokejowych maniaków, nie daliśmy plamy.
W Stoczni pierwsze skrzypce gra ich bramkarz, któremu czasem sprzyja szczęście ( jak przy strzale K. Hornego, który trafił w poprzeczkę ). Nasi grają ostro, mocno naciskając, ale Stoczniowcy umiejętnie się bronią. Dużo walki, choć nie ma bramek, mecz jest interesujący, zacięty. To jest właśnie hokej. Przykuwa uwagę.
II tercja – Wiecie, mecze hokeja w Krakowie ciągle mnie czymś nowym zaskakują. Nie inaczej było w tej tercji, gdy naprawdę pokazaliśmy hokeistom, że wiemy na czym polega doping. Kto brał udział w najdłuższym w historii skandowaniu „Hej Pasy Gool!”, wie o czym mówię. Cóż więc mogli zrobić nasi zawodnicy? Myślicie, że strzelić gola, tak? Błąd, strzelili od razu dwa. W przeciągu krótkiego odstępu czasu najpierw L. Laszkiewicz a potem P. Sarnik pokonali świetnie broniącego Odrobnego. Myślę, że każdy w hali wtedy czuł, że te bramki są specjalnie dla nas. Hej! Tylko nie myślcie, że nasz Radzik odstawał od Gdańszczanina, kilka interwencji naszego bramkarza było palce lizać ( szczególnie ta, gdy już prawie siedząc wyłapał krążek w rękawicę ).
III tercja – Prowadzimy dwoma bramkami, mecz jest zacięty, doping jest świetny. Co mam jeszcze powiedzieć tym, co nie przyszli? Jeśli ten mecz was nie przekonał do hokeja, to już nic was nie przekona. Nigdy nie myślałem, że tak mała liczba kibiców może stworzyć tak gorącą atmosferę. Jeśli w poprzednim meczu na Siedleckiego zawodnicy dowiedli swojego charakteru, to myślę, że tym razem pokazaliśmy go również i my. Głośny, konkretny doping pokazał niedowiarkom, że nie tylko nasza drużyna rządzi w Polsce. Wyszedłem z hali strasznie nabuzowany. Dopingiem, atmosferą, i pożegnalną Lokomotywą pod batutą M. Potocznego. Chcę więcej takiego hokeja!!!
Hokejowa myśl tygodnia – Czy jest nas dwa tysiące czy jest nas dwustu, nasz doping jest głośny i przypada do gustu! |