|
Dwie porażki z rzędu. Nienajlepsza gra. Co może zrobić drużyna, gdy wszyscy rywale głośno mówią o kryzysie w krakowskim zespole? Każdy chce Cię przekonać, że twój team jest w dołku. Mecz z Sanokiem miał rozjaśnić niektóre kwestie. Sprawdźcie, czy tak było.
I tercja – Wracamy ponownie! Ile to czasu nie widzieliśmy naszych zawodników na naszym lodowisku? Mimo to bardzo skromna grupa kibiców przyszła wspierać swoich ulubieńców. Trener Rohczek dokonał paru zmian w składzie, dokonując roszad w poszczególnych formacjach. Jednak na pierwszą bramkę musieliśmy czekać do 10 minuty, gdy K. Śliwa wykorzystał błąd Sanoczan i, pomimo, iż graliśmy w osłabieniu, wyprowadził nas na prowadzenie. Potem sprawy w swoje ręce wziął Leszek Laszkiewicz. Najlepszy snajper naszej Ligi dwukrotnie umieścił „gumę” w bramce przeciwnika. Szczególnie ta druga, zdobyta po świetnym zwodzie, rozgrzała wiernych sympatyków Cracovii.
II tercja – Ta odsłona przebiegała w sennej atmosferze. Praktycznie zastanawialiśmy się tylko nad tym, czy Laszkiewicz ustrzeli Hat- tricka i czy R. Radziszewski zachowa czyste konto. Leszek dopiął swego, natomiast Radzik popisał się świetną obroną, gdy idealnie złapał w rękawice krążek po strzale napastnika z Sanoka. Myślę, że taka interwencja ( no i skandowanie jego nazwiska przez kibiców ) pomogła naszemu bramkarzowi w odzyskaniu pewności siebie.
III tercja – Pomimo zmian poczynionych przez trenera, nasza gra w przewadze ciągle nie jest taka, jaką chcielibyśmy widzieć. Sanok w ostatniej tercji dał nam dużo okazji do przećwiczenia tego szwankującego elementu. W pewnym momencie aż czterech zawodników tej drużyny przebywało na ławce kar! Odbyło się kilka ciekawych dla kibiców sprzeczek, wymian „argumentów” pomiędzy niektórymi zawodnikami ( nie wiedziałem, że M. Potoczny to taki twardy koleś ;) ). Ozdobą tercji była świetna obrona Radziszewskiego, po której długo skandowano jego nazwisko, a zawodnik Sanoka nie mógł uwierzyć w jaki sposób krążek znalazł się w łapaczce Radzika. Na sam koniec, podrażnione prowokacjami ze strony Sanoczan, Pasy strzeliły jeszcze jedną bramkę, której autorem był oczywiście L. Laszkiewicz.
Nasza gra tylko momentami mogła się podobać. Wierzę jednak, iż w następnym meczu z Tychami pokażemy wszystkim, że słowa „kryzys” i „dołek” w Pasiastym Słowniku nie istnieją. Hokejowa myśl tygodnia – Jesteśmy z wami! Cracovio jesteśmy z wami! |