|
Dwie drużyny z dużymi aspiracjami. Hala pełna ludzi. Głośny doping. Tak właśnie powinny wyglądać mecze czołowych zespołów z naszej ligi. A mecze z Unią dodatkowo wyzwalają w Krakowie duże emocje.
I tercja – wchodzisz na halę i już wiesz, że to nie będzie kolejny mecz. To będzie wyjątkowe spotkanie, które długo będziesz pamiętał. Zależy nam na pokazaniu zawodnikom z Oświęcimia, iż nie mają u nas czego szukać. Nasi hokeiści chyba myślą podobnie, bo już w drugiej minucie po ładnej akcji obejmujemy prowadzenie! Ryk zachwytu na trybunach. Patrzysz na twarze zawodników i zdajesz sobie sprawę, że bardzo zależy im na wygranej. Nam zależy również więc mocno zdzieramy gardła. Unia nie jest w stanie powstrzymywać naszych agresywnie grających napastników i co chwilę dochodzi do groźnych sytuacji pod bramką Jaworskiego. Drugą bramkę zdobył R. Twardy. Ale jak! Świetny strzał z nadgarstka, guma odbija się od słupka, „Jawa” zdezorientowany a na trybunach fiesta! Unia wyraźnie podłamana takim obrotem spraw. Jednak Pasy kują żelazo póki gorące. Następną bramkę po mocnym strzale zdobywa P. Kozendra. Czy bramka jednak padła? Wszyscy są przekonani, że tak. Zawodnicy Unii protestują, zaczyna się nerwówka. W końcu jednak sędzia bramkę uznaje ( dopiero powtórki w TV pokazały, że bramki faktycznie nie było ). Kończy się tercja i dwa tysiące ludzi ma powody do zadowolenia. II tercja – pierwsza część tej tercji to popis jednego aktora. Niestety był nim sędzia, który sypał karami jak z rękawa. W efekcie Pasy przez ok. 7 minut grają w osłabieniu. Jednak nasze formacje wytrzymują ataki Oświęcimian, skutecznie wybijając gości z uderzenia. Celuje w tym zwłaszcza M. Csorich. Unia zaczyna się gubić co wykorzystują nasi strzelając gola w osłabieniu. Unia na kolanach i zanosi się na pogrom! Tym bardziej, iż nasi bardzo dobrze grają w przewadze, szybko rozgrywając krążek, czego efektem jest piękna bramka zdobyta przez O. Marcińczaka w charakterystyczny dla niego sposób : bomba spod niebieskiej linii. Unii udaje się wreszcie pokonać Radziszewskiego, choć trzeba przyznać, że Radzik nie wyłapał krążka tylko dlatego, iż dostał kijem po masce. III tercja – ostatnia część meczu była bardzo zacięta. Jaworskiego w bramce Unii zmienił Witek. Oświęcim walczył o zachowanie twarzy a Pasy chciały dostosować się do życzeń kibiców ( na kolana! ) i udowodnić, że nie ma na nich mocnych. Doping nie słabnął i wspieraliśmy naszych nawet, gdy Unici zdobyli drugą bramkę. To podrażniło zawodników Cracovii, i po bardzo pomysłowo rozegranym zamku, Csorich zdobył dla nas szóstą bramkę. Wreszcie nasza gra w przewadze stwarza zagrożenie, dużo strzelamy spod niebieskiej więc nie dziwi, że aż pięciu pasiastych obrońców wpisało się dziś na listę strzelców. Takie mecze są świetną reklamą hokeja w Krakowie. Gdy zjawia się nas duża liczba, to mecze ogląda się zupełnie inaczej. Inna atmosfera, bardziej żywiołowy doping. Oby takich meczy jak najwięcej! Więc jeśli byłeś/byłaś dziś to czy możesz nie przyjść następnym razem? Hokejowa myśl tygodnia – zwycięstwo w piątek to dobry weekendu początek! |