|
Mecze Pasów z aktualnym Mistrzem Polski zawsze stoją na wysokim poziomie i są ozdobą kolejki. Tym razem było podobnie. Dużo kibiców, także z Tych, nastrój hokejowego święta, na które czeka się z niecierpliwością i dwie drużyny grające nie tylko o punkty, ale i o prestiż.
I tercja – Grając z GKS-em zawsze możesz się dowiedzieć, jak z formą twojej drużyny. Tylko grając ostro i z poświęceniem można odnieść nad tyszanami zwycięstwo. Od początku widać, iż będzie to ciężki mecz. Tychy mocno walczą na bandach i nie odpuszczają w obronie. Nasi chyba trochę rozkojarzeni, szczególnie to widać podczas gry w przewadze, gdy kilka razy gubimy krążek. GKS natomiast z żelazną konsekwencją realizuje swoją taktykę. Ta drużyna gra z podejściem, iż każdy bezpański krążek ma być ich. Taka gra musi w końcu przynieść efekt – grając w przewadze, po składnej akcji, przyjezdni wychodzą na prowadzenie. To chyba podrażniło naszych hokeistów, gdyż chwilę później doprowadzamy do wyrównania. D. Słaboń wykorzystał okres gry w przewadze i świetnie odnalazł R. Twardego, który nie miał problemów z pokonaniem A. Sobeckiego. Jest remis, ale gra Pasiastych nie wygląda najlepiej. II tercja – Od początku Tychy ambitnie zaczęły dążyć do strzelenia bramki. Konsekwencja i determinacja tej drużyny muszą budzić uznanie. W końcu, przy biernej postawie Cracovii, R. Bacul objeżdża bramkę i z najbliższej odległości pokonuje naszego bramkarza. Nasz trener posyła do boju formację z rozgrywającym dziś dobre zawody G. Pasiutem na czele. I był to bardzo dobry ruch, gdyż nasz junior świetnie wyłożył krążek K. Hornemu, który potężnym strzałem doprowadził do wyrównania. Na każdą bramkę Tych mamy więc jak do tej pory odpowiedź. Sprzyja nam też szczęście, bo nie można wygrać meczu, gdy przegrywa się prawie wszystkie wznowienia a większość strzałów oddaje się z strefy neutralnej. Cóż, może trzecia tercja będzie lepsza? III tercja – Decydujące starcie ciągle nierozstrzygniętego meczu wyzwala wreszcie głośny doping wśród kibiców. Bardzo szybko jednak przyjezdni sprowadzają nas na ziemię, wykorzystując błąd naszej obrony i obejmując prowadzenie. Teraz można poznać charakter Mistrza Polski, który zamiast bronić korzystnego wyniku, naciera jeszcze raz i strzela kolejną bramkę. Na trybunach konsternacja, straciliśmy 2 bramki w ciągu dwóch minut. Nikt jednak nie dopuszcza do siebie myśli o porażce. Zrywa się doping, który całkowicie zagłusza przyjezdnych kibiców. W końcu to nasza Twierdza! Nasi zawodnicy jednak nie dostrajają się do naszego śpiewu. Obrona GKS-u gra z niewiarygodną ambicją, a gdy naszym udaje się oddać strzał, to pewnie wyłapuje go Sobecki. Ciągle strzelamy zza niebieskiej linii przegrywamy wznowienia. Tuż przed końcem meczu Cracovia bierze czas i wycofuje bramkarza. Nie udaje jednak wykorzystać się tej przewagi, krążek przejmuje A. Ślusarczyk i strzela do pustej bramki. 5:2 dla gości. Zasłużyliśmy na tą porażkę. Tychy ograły nas nie umiejętnościami a raczej wolą walki, dyscypliną na lodzie i determinacją. Widać było, że zależy im na zwycięstwie jak na niczym innym. Pasów nie ma co usprawiedliwiać, zawsze przychodzą słabsze momenty z których należy wyciągnąć wnioski. Już w następnym meczu gramy z Unią Oświęcim na wyjeździe, więc będzie dobra okazja by udowodnić, że to była tylko chwilowa słabość. Ten mecz pokazał też inną rzecz – nadchodzący wielkimi krokami Playoff nie będzie spacerkiem po mistrzostwo. Hokejowa myśl tygodnia – Pierwsza porażka, cóż, trzeba się sprężyć i w następnym meczu po prostu zwyciężyć!
|