|
Mecze z Unią...Cóż to można dodać więcej? Dwie najlepsze drużyny naszej ligi, duża liczba kibiców i wyczuwalna atmosfera wielkich emocji. Tak w skrócie wyglądają pojedynki na hokejowym szczycie w Krakowie.
I tercja – Obydwie drużyny zaczęły grę uważnie w obronie, jakby zdając sobie sprawę, iż jeden błąd może być bardzo kosztowny. Od początku widać, że nie będzie w tym meczu koronkowych akcji – ostra gra formacji obronnych nie dopuszczała do groźnych sytuacji pod bramkami. Mecz mimo to toczony jest w szybkim tempie i może się podobać. Gdy dwie równorzędne drużyny grają ze sobą, nigdy nie brakuje emocji. Atmosfera jest gorąca, doping głośny, brakuje tylko bramek.
II tercja – Obrona jest kluczem w tym zaciętym meczu. Obie drużyny umiejętnie się bronią, grając w osłabieniu, szczególnie Unia, która bardzo umiejętnie rozbija nasze ataki. Nawet gdy Pasom udaje się założyć zamek w tercji obronnej Oświęcimia, niewiele z tego wynika. Rzadko oddajemy strzały, a nasi obrońcy na niebieskiej linii są bardzo skutecznie eliminowani z akcji ofensywnych. Nie udaje się nam również wykorzystać gry w podwójnej przewadze. Przez prawie pół minuty nasi zawodnicy nie znaleźli recepty na bardzo dobrze broniącego T. Jaworskiego. Inna sprawa, że naszej grze brakuje pomysłowości i polotu. Gra Cracovii w przewadze to pokaz tego, jak w tej przewadze nie należy grać. Co nie udało się nam, udało się drużynie gości. Grając w przewadze unici szybko rozegrali krążek i W. Klisiak uderzeniem z klepy pokonał naszego bramkarza. Cóż, może w ostatniej tercji będzie lepiej? III tercja – Cracovia zaczęła grać agresywniej, częściej przebywając pod bramką Oświęcimia. Unia jakby sama nas do tych ataków prowokowała, w cały meczu aż 7 razy graliśmy w przewadze, ale ilość strzałów na bramkę „Jawy” można policzyć na palcach jednej ręki. Naprawdę, tak bez pomysłu grających naszych w przewadze jeszcze nie widziałem. Końcówka meczu była bardzo emocjonująca, ciągły doping „Heeej Pasy Gool!” podbudował hokeistów i zażarcie walczyli o wyrównującą bramkę. Nie wykorzystaliśmy jednak prezentów od Unii ( 2 razy w ostatnich 10 minutach graliśmy w przewadze ), nie pomogło zdjęcie bramkarza. To Unia, z najlepszym zawodnikiem meczu, Jaworskim, świętowała zwycięstwo. My po raz pierwszy w tym sezonie nie strzeliliśmy bramki. Zawiedzeni kibice opuszczali powoli halę przy u. Siedleckiego powtarzając, że przegraliśmy na własne życzenie. A prawda jest taka, że jeżeli chce się zdobyć medal, to Unię trzeba będzie pokonać. Hokejowa myśl tygodnia – Choć nie ma bramek i mecz przegrany to my się nigdy nie poddamy !
|