- Ten mecz będzie dla nas jak play-off - mówił przed wyjściem na lód kapitan "Szarotek" Jarosław Różański. On i jego koledzy stanęli na wysokości zadania i po raz pierwszy w tym sezonie wygrali na lodowisku "Pasów". W najbliższą niedzielę te same zespoły zagrają pierwszy mecz o finał. W drugiej parze zmierzą się Dwory/Unia Oświęcim z GKS-em Tychy.
Emocje w hali Cracovii sięgały wczoraj zenitu. Podhale musiało wygrać, by zapewnić sobie awans do półfinałowej czwórki. Po dziesięciu minutach wydawało się, że jest za burtą - przegrywało 0:2. Goście pokazali jednak góralski charakter i podnieśli się.
"Sprzedawczyki!" - skandowali pod adresem swoich pupilów kibice Cracovii, gdy do końca meczu brakowało pięciu minut; podhalanie prowadzili 4:2, a ataki miejscowych nie dawały rezultatu. - Co możemy zrobić? Kibic płaci za bilet i może sobie krzyczeć, co mu się podoba - mówił ze smutkiem kapitan krakowian Martin Voznik. - Moi hokeiście sprzedali ten mecz? To nie wchodzi w rachubę - podkreślał szkoleniowiec "Pasów" Rudolf Rohaczek. - Szkoda, że tak nie krzyczeli po przegranych meczach Cracovii u siebie z Unią i Toruniem - wtrącił opiekun podhalan Lubomir Rohaczik.
"No i co, głupio wam? Teraz trzeba będzie oddawać pieniądze Toruniowi" - zaczepiał schodzących ze spuszczonymi głowami do szatni hokeistów "Pasów" jeden z członków sztabu Podhala. Nawiązywał do tego, że w ostatnich dwóch spotkaniach Cracovia przegrała dwa razy z TKH Toruń, które miało nadzieję na wyprzedzenie w tabeli "Szarotek". - Poczekajcie, za tydzień będzie rewanż - przez zaciśnięte zęby odpowiedział mu wściekły po porażce Bartłomiej Piotrowski.
Mecz był twardy, momentami brutalny. Górale zaczęli nerwowo. Seryjnie przegrywali wznowienia, a po faulu i karze Mariusza Dulęby nawet nie założyli zamka. Cracovia wybijała ich z rytmu, a gdy przewinienia mieli w krótkim odstępie Rafał Sroka i Zbigniew Podlipni, w podwójnej przewadze zdobyła prowadzenie (Oktawiusz Marcińczak huknął z dystansu). Gdy 45 s później Patrik Szczibran chytrym uderzeniem z nadgarstka spod niebieskiej linii zdobył drugiego gola (Krzysztof Zborowski był zasłonięty, nie widział krążka), wydawało się, że to koniec marzeń nowotarżan o zwycięstwie.
Rohaczik nie stracił głowy, a jego asystent Stefan Pollak tylko poklepywał siedzących w boksie zawodników. Receptę na bramkarza Cracovii Rafała Radziszewskiego znalazł jeden z najlepszych obrońców ligi Tomasz Jakesz: pokonał go niesygnalizowanym uderzeniem z dystansu, po tym jak górale po raz pierwszy wygrali wznowienie w tercji rywala. Wyrównać jeszcze przed przerwą mogli Różański i Marcin Kolusz, ale "Radzik" wygrał z nimi pojedynki.
Mecz rozstrzygnął się w drugiej części. Zaczęli ją lepiej biało-czerwoni (Karel Horny przegrał w sytuacji sam na sam z bramkarzem), ale po ośmiu minutach wyrównał Dariusz łyszczarczyk w kuriozalny sposób. Z ostrego kąta chciał podać przed bramkę, ale trafił w plecy Radziszewskiego, dzięki czemu "guma" wpadła do bramki. Chwilę później po faulu Mariana Csoricha goście grali w pięciu na czterech. Sędzia się zagapił, gdy jeden z obrońców "Pasów" w bezpardonowy sposób z pełnym impetem zaatakował od tyłu stojącego tuż przed bandą Różańskiego. To rozsierdziło górali i kilkanaście sekund później, niejako w zemście za kapitana, Jacek Zamojski huknął spod linii niebieskiej nie do obrony.
Ta bramka podcięła skrzydła Cracovii. Podhalanom próbował się przeciwstawić tylko Radziszewski. Wygrywał kolejne pojedynki (z Marcinem Ćwikłą i ponownie Koluszem), ale nie mógł już nic zrobić, gdy zaraz po wygranym wznowieniu pod bramkę zapuścił się Różański i strzelił mądrze z bekhendu.
Podrażniona ambicja lidera dała znać o sobie w połowie trzeciej tercji. Krzysztof Śliwa miał już strzelać trzeciego gola, gdy szczupakiem rzucił się wracający niczym rasowy obrońca Kolusz i wybił mu krążek. Za moment pod poprzeczkę przymierzył Damian Słaboń, ale Zborowski był czujny - odbijaczką wybił krążek. "Pasy" dwoiły się i troiły. Przez ostatnie 57 s grały w pięciu na trzech (dzięki wycofaniu bramkarza), ale "Zbora" nie skapitulował.
- Graliśmy z nożem na gardle, ale to nam tylko pomogło. Nawet gdy przegrywaliśmy dwoma bramkami, wierzyłem w nasz zespół - cieszył się jeden z bohaterów meczu Marcin Kolusz. - Bohaterem meczu nie jestem ja, tylko cała drużyna.
- Kilka drużyn nie chciało nas widzieć w play-offie, ale zrobimy im na przekór i dalej będziemy je tam nękać - komentował trener Rohaczik. - Gdy podjęliśmy się pracy w Nowym Targu, drużyna miała sporą stratę do czwartego zespołu, ale udało nam się awansować do czwórki. Do tego nas zobowiązał pan Wojas. Na tym jednak nie poprzestaniemy. Walczymy dalej, o medale.
- Jesteśmy w trakcie przygotowań do play-offu, ale i tak ten mecz mieliśmy wygrać - smucił się Rudolf Rohaczek. - Konsekwencji taktycznej wystarczyło jednak drużynie tylko na dziesięć minut. Chłopcy sami nawarzyli sobie piwa przed play-offem. Teraz będą je musieli wypić.
| ComArch/Cracovia | 2 |
| Wojas/Podhale | 4 |
Tercje: 2:1, 0:2, 0:1
Bramki: 1:0 Marcińczak (10. Horny, Voznik w podwójnej przewadze), 2:0 Szczibran (11. Laszkiewicz w przewadze), 2:1 Jakesz (13. Moskal), 2:2 łyszczarczyk (29. Moskal), 2:3 Zamojski (35. w przewadze), 2:4 Różański (46. Kolusz).
Cracovia: Radziszewski - Csorich, Szczibran, Sarnik, Słaboń, Laszkiewicz - Marcińczak, Dulęba, Szafarik, Voznik, Horny - B. Piotrowski, Kozendra, M. Piotrowski, Pasiut, Śliwa - Urban, Cieślak, Witowski.
Podhale: Zborowski - Wilczek, Sroka, Kacirz, Kolusz, Różański - Gil, Jakesz, łyszczarczyk, Moskal, Podlipni - Zamojski, łabuz, Malinowski, Biela, Ćwikła.
Sędziował: Waldemar Matuszak z Bydgoszczy. Kary: 10 oraz 14 min. Widzów: 2 tys.
Oświęcim: Co będzie z Klisiakiem? Bardziej niż wynikiem tego spotkania bez stawki miejscowi kibice interesowali się zdrowiem Waldemara Klisiaka, kapitana Dworów, mającego kłopoty z pachwiną. Jest zagrożenie, że może nie wystąpić w play-offie. - Na pewno do wtorku nie będzie trenował z nami na lodzie - tłumaczy trener Dworów/Unii Tomasz Rutkowski. - W czwartek dowiemy się więcej o jego stanie zdrowia. Wierzę, że do pierwszego niedzielnego meczu półfinałowego będzie gotowy do gry - dodaje szkoleniowiec.
Oba zespoły potraktowały to spotkanie treningowo. - Zagraliśmy dobrze tylko jedną tercję, co mnie bardzo smuci - twierdzi trener Dworów. - Dwa dni wcześniej wypadliśmy lepiej w Nowym Targu, chociaż chłopcy mieli prawo być przytłoczeni ciężkim treningiem, który zaserwowałem im po środowej wyprawie do Sosnowca. Przeciwko Podhalu chłopcy walczyli z niesamowitym zaangażowaniem - dodaje trener.
- Przed pierwszym meczem play-offu muszę popracować z zawodnikami nad grą w obronie. To, co zaprezentowali moi defensorzy w Oświęcimiu, było karygodne - stwierdził trener Stoczniowca Miroslav Doleżalik, który więcej szans w półfinałowej parze pomiędzy Dworami Unią i GKS Tychy daje oświęcimianom. Stoczniowiec wcześniej poległ u siebie z Tychami. - Mój zespół zagrał bez zaangażowania, dlatego wyżej cenię Unię - dodał.
| Dwory/Unia | 5 |
| Stoczniowiec Gdańsk | 4 |
Tercje: 1:3, 4:0, 0:1
Bramki: 0:1 Rzeszutko (5. P. Soliński), 0:2 Pavlaczka (11. Skutchan), 1:2 Gavalier (13. Jakubik i Jaros), 1:3 Kostecki (18. Wróbel), 2:3 Jaros (21.), 3:3 Wołkowicz (27. Kowalówka, Sękowski), 4:3 Radwan (27. Ivan, Stefanka), 5:3 Jakubik (35. Stachura), 5:4 Wróbel (59. Skutchan).
Dwory: Jaworski (21. Witek) - Gavalier, Gabryś, Stachura, Jakubik, Jaros - Stefanka, Noworyta, Sękowski, Kowalówka, Wołkowicz - Kozak, Radwan, Ivan, Kwiatek oraz Modrzejewski, Ryczko i Bibrzycki.
Stoczniowiec: S. Soliński - Leśniak, Wróbel, Jankowski, Pavlaczka, Skutchan - Rompkowski, Smeja, Juraszek, Zachariasz, Kostecki - Bukowski, Benasiewicz, Grobarczyk, Rzeszutko, P. Soliński oraz Skrzypkowski.
Sędziował: Waldemar Zarodkiewicz z Katowice. Kary: 10 oraz 12 minut. Widzów: ok. 600.