|
Mistrzostwo Polski należy uczcić szampanem. Ale jak świętować awans do finału? Może usiąść wygodnie na kanapie i zapoznać się bliżej z naszym sześciopakiem, czyli... ...przypomnieć sobie sześć najlepszych występów Cracovii w sezonie zasadniczym w hali przy ul. Siedleckiego.
Mecz nr 6 : 21.10.2005 r., Cracovia – Stoczniowiec Gdańsk 2:0 Jeden z najbardziej zaciętych meczów w tym sezonie, bardzo dużo akcji ofensywnych i świetna postawa bramkarzy – Radziszewskiego i Odrobnego. To dzięki Odrobnemu właśnie Stoczniowiec utrzymuje się w grze. W pamięci powinna wam zostać druga tercja, gdy przy bezbramkowym rezultacie, rozpoczęło się najdłuższe skandowanie „Hej Pasy Gol” w tym sezonie. Trwało od początku tercji do momentu strzelenia przez Cracovię pierwszej bramki. Jeden z meczy z najlepszym dopingiem w tym sezonie. Mecz nr 5 : 23.09.2005 r., Cracovia – THK TKE Toruń 6:1 Ten mecz to „One Man Show”. Leszek Laszkiewicz tylko w ostatniej tercji zaliczył dwa gole. Dodajmy do tego bramkę z pierwszej tercji i mamy hat – trick. Po raz pierwszy po meczu skandowaliśmy nazwisko naszego najlepszego snajpera. Zaczęło się jednak od bardzo wyrównanego meczu. Gdy przy stanie 2:1 Radzik wybronił karnego, Pasy złapały drugi oddech i rozjechały drużynę gości, strzelając w ostatniej tercji trzy razy. Mecz nr 4 : 07.10.2005 r., Cracovia – Unia Oświęcim 2:1 To był istny thriller, który trzymał w napięciu do ostatniej sekundy. Pełna hala była świadkiem świetnego meczu, który zaczął się po myśli Pasów. Objęliśmy prowadzenie już w drugiej minucie. Przez całą pierwszą tercję trwała walka, jakiej dawno w naszej hali nie było. Unia wyrównała pod koniec tercji, grając w przewadze. W drugiej części meczu toczył się korespondencyjny pojedynek reprezentacyjnych bramkarzy – Radziszewskiego i Jaworskiego. Niektóre ich obrony – palce lizać. Na początku trzeciej odsłony K. Horny tak zakręcił obroną Unii, że nawet Jawa nie dał rady obronić i objęliśmy prowadzenie, którego już nie oddaliśmy do końca. Unii nie pomogło nawet ściągnięcie bramkarza i kara dla jednego z naszych, a więc gra 6 na 4. Choć tej ostatniej minuty oblężenia naszej bramki długo nie zapomnę. Mecz nr 3 : 02.12.2005 r., Cracovia – Unia Oświęcim 6:2 Tak, znowu mecz z Unią. Tym razem jednak zupełnie inny od poprzedniego, nasza drużyna przetoczyła się po przyjezdnych niczym walec po asfalcie. Drużyna z Oświęcimia praktycznie nie istniała w pierwszej tercji i nie zmieni tego nawet fakt uznania dla nas bramki, ( po strzale P. Kozendry ) której tak naprawdę nie było. Swoją pierwszę bramkę Unia zdobyła gdy było już 5:0. W tym meczu też aż pięciu naszych obrońców zdobyło gole. Porażki oświęcimian dopełnia zdjęcie przez ich trenera po drugiej tercji Jawy i wpuszczenie młodego Witka między słupki. Był to najlepszy mecz Pasów z Unią w sezonie, co stwierdziliśmy na koniec skandując „na kolana!”. Mecz nr 2 : 11.12.2005 r., Cracovia – Podhale Nowy Targ 5:3 Ostatni mecz w 2005 roku zasłużenie zdobywa drugie miejsce, przede wszystkim dzięki szalonej trzeciej tercji, w której padło aż siedem bramek. Na wysokości stanęli też sędziowie, czego efektem bardzo płynny i szybki mecz. Po bezbramkowej pierwszej tercji, w drugiej naszą grę poprowadził P. Sarnik, który w całym meczu zdobył bramkę i miał dwie asysty. Na każdą naszą bramkę Podhale miało jednak odpowiedź. Dopiero akcje Sarnika w drugiej połowie trzeciej tercji przesądziły o naszej wygranej : najpierw asysta przy golu M. Piotrowskiego, a trzy minuty później piąta bramka dla naszej drużyny. Ostatni mecz w 2005 przypieczętował też zwycięską „Passę Pasów”. Nikt nas w naszej hali w minionym roku nie potrafił pokonać. Nawet gdy w jednym z meczów przegrywaliśmy 1:4, ale ta historia miała miejsce podczas... Mecz nr 1 : 16.09.2005 r., Cracovia – GKS Tychy 5:4 ...podczas najlepszego, niesamowitego, najbardziej emocjonującego, niewiarygodnego i... właściwie powinienem zostawić puste miejsce, by każdy wpisał swoje odczucia z tego meczu. Każdy kibic, który miał szczęście zobaczyć ten mecz przyzna, iż na długo w pamięci pozostanie mu te 60 minut. Gra tyskiego zespołu w tym meczu, a szczególnie akcje po których padały dla nich bramki były tak pomysłowe, że oglądając je na powtórkach nie mogłem w to uwierzyć. Przy trzeciej i czwartej bramce po prostu rozmontowywali nasza obroną z dziecinną łatwością. Gdy w połowie drugiej tercji było 4:1 dla Mistrzów Polski, nikt już chyba nie miał złudzeń, i nawet bramka Hornego ich nie rozmyła. W trzeciej tercji jednak zaczął się świetny doping, nasi zaczęli grać z werwą i do upadłego a GKS stracił grunt pod nogami. Gdy zaraz na początku tercji nasi hokeiści strzelili kontaktową bramkę, na hali zaczęło się szaleństwo które trwało do samego końca. Na niecałe dziesięć minut przed końcem P. Urban doprowadził do remisu i nagle z przegranego meczu zrobiło się nam wspaniałe widowisko, które każda ze stron mogła wygrać! Ostatniej minuty tego spotkania nie zapomnę przez długi czas. Do dziś pamiętam, jak na dwadzieścia sekund przed końcem, przy ogłuszającym dopingu, L. Laszkiewicz wprowadził krążek do tercji obronnej tyskiego zespołu, zjechał do prawej bandy i gdy był na wysokości bulika, posłał krążek pod bramkę A. Sobeckiego. W tamtym kierunku szarżował już M. Csorich, który dostawił łopatkę kija i czerwone światełko za bramką zabłysło!5:4 dla nas! Wśród naszej dzikiej radości nikt chyba nie mógł uwierzyć, że to prawda i wygraliśmy ten mecz. Mam nadzieję, iż podobne mecze czekają nas w serii finałowej.
|