|
|
 |
|
Do mistrzowskiego złota hokeiści Cracovii mają już tylko krok |
|
|
|
|
20.03.2006. |
|
Trzeci mecz finałowy wygrała Cracovia z GKS-em Tychy (5:3). Jeśli zwycięży też u siebie we wtorek, zostanie mistrzem Polski!
Wczorajsze, trzecie już finałowe starcie "Pasów" z Tychami miało zupełnie inny przebieg niż wcześniejsze. Do tej pory krakowianie gonili wynik, a później wyprowadzali zwycięski cios. Wczoraj to Cracovia zaczęła od mocnego uderzenia. Najpierw tyszanin Adam Bagiński idealnie wystawił krążek na kij Mariusza Dulęby, ten huknął zza połowy tafli (!) i guma wpadła do siatki. Tak kuriozalnego błędu Arkadiusz Sobecki w swojej karierze chyba jeszcze nie popełnił. Drugą bramkę strzałem pod poprzeczkę zdobył Piotr Sarnik. Tyszanom sygnał do ataku dał Robin Bacul. Jak się później okazało, nie po raz ostatni.
W drugiej tercji częściej atakował GKS. Co z tego, skoro w bramkach było po równo. Najpierw za swój prosty błąd zapłaciła Cracovia. Z powodu nadmiernej liczby zawodników na lodzie na ławkę kar pojechał Marcin Cieśla. Kto wykorzystał prezent? Nie kto inny jak Bacul. Co więcej, Czech chwilę później mógł trafić jeszcze raz. Napór GKS-u wzrósł, ale tyscy zawodnicy coraz częściej leżeli na lodzie. W ciągu minuty zdarzyło się, że tracili równowagę czterokrotnie. Trybuny grzmiały, ale sędzia Jacek Rokicki kazał grać dalej. Chwilę później Dulęba był ewidentnie cięty przez Sobeckiego. Sędziowski gwizdek także milczał. Od tej pory tyską halę wypełniało chóralne: "złodzieje".
Tyszanom walczącym o bramkę na 3:2 kubeł zimnej wody wylał na głowę Leszek Laszkiewicz. Pięknie minął Tomasza Skosia, podał między nogami Andrzeja Gretki i Damian Słaboń tylko przyłożył kij. Tyszanie znowu musieli gonić wynik. Udało im się to na początku trzeciej tercji. Autor bramki? Nie kto inny jak Robin Bacul. Ograł Pawła Kozendrę, a próbujący ratować sytuację Dulęba zamiast pomóc - przeszkodził. Przewrócił Radziszewskiego i było 3:3. Niedługo. Chwilę później Richard Szafarik przez nikogo nieatakowany huknął po długim rogu i za moment zniknął w objęciach kolegów. Co ciekawe, wczorajszy mecz był dla Szafarika powrotem po kontuzji. W trzecim meczu półfinałowym z Podhalem Słowak tak mocno oberwał krążkiem w głowę, że doznał wstrząśnienia mózgu. Zapowiadała się dłuższa przerwa w grze. Tymczasem zawodnik na własną prośbę wypisał się ze szpitala i już dwa dni później chciał zagrać w meczu. Jednak trener Rudolf Rohaczek pozwolił mu wyjechać na taflę dopiero wczoraj. Jak się okazało, w samą porę.
Choć zwycięzców się nie sądzi... Cracovia powinna wcześniej zadecydować o swoim zwycięstwie. Chwilę po trafieniu Szafarika krakowianie blisko cztery minuty grali "pięciu na trzech". I gdy zdawało się, że jedynym problemem będzie to, ile razy goście trafią do siatki Sobeckiego, hokeiści "Pasów" mieli problemy ze znalezieniem dobrej pozycji do oddania strzału. Kropkę nad "i" postawił Leszek Laszkiewicz, który umieścił gumę w bramce opuszczonej wcześniej przez Sobeckiego.
GKS Tychy 3
ComArch/Cracovia 5
Tercje: 1:2, 1:1, 1:2
Bramki: 0:1 Dulęba (12.), 0:2 Sarnik (16. M. Piotrowski), 1:2 Bacul (27. Cychowski), 2:2 Bacul (27. Śmiełowski), 2:3 Słaboń (36. Laszkiewicz), 3:3 Bacul (43. Gonera), 3:4 Szafarik (46. Pasiut), 3:5 Laszkiewicz (59. do pustej bramki).
ComArch/Cracovia: Radziszewski - Csorich, Chabior, Horny, Słaboń, Laszkiewicz - Marcińczak, Dulęba, Potoczny, Pasiut, Witowski - B. Piotrowski, Kozendra, Sarnik, Voznik, M. Piotrowski - Śliwa, Cieślak, Szafarik.
Sędziował Jacek Rokicki z Nowego Targu. Kary: 20 oraz 14 min. Widzów: 2700.
Stan rywalizacji: 0:3 dla Cracovii (gra się do czterech zwycięstw). Kolejny mecz we wtorek w Krakowie.
Podhale lubi brąz
Wystarczy trochę "chciejstwa", by w pojedynku przegranych tego sezonu sięgnąć po medal pocieszenia. Po końcowej syrenie w meczu Dwory/Unia Oświęcim - Wojas/Podhale Nowy Targ (1:6) obie strony podkreślały, że rywalizacja wciąż trwa. Jednak w postawie Dworów nie widać perspektyw na poprawę. Kapitan "Szarotek" Jarosław Różański przestrzegał, że za wcześnie, by fetować sukces. - Ważne, że zaczęliśmy uważnie grać w obronie. Wtedy i nasz bramkarz poczuł się pewnie - mówił Różański.
Pewności natomiast zabrakło Tomaszowi Jaworskiemu, który w pierwszej tercji wpuszczał do siatki wszystko, co leciało w kierunku bramki. - Mam nadzieję, że następny mecz będzie zupełnie inny od niedzielnego i Podhale raz jeszcze przyjedzie do Oświęcimia, a za dzisiejszy występ wypada mi kibiców przeprosić. Mecz skończył się dla nas po czwartej straconej bramce. Była ona efektem wydumanej kary technicznej za rzekomą większą liczbę zawodników na tafli - ocenił trener Unii Tomasz Rutkowski.
- Sędzia popełnił błąd. W strefie zmian nie było przyjęcia krążka. Oświęcimian został nim nastrzelony - ocenił kwalifiaktor PZHL Paweł Papoń, jednak w niczym nie zmienia to faktu, że gospodarze zagrali bardzo słabo. - Dziękuję kibicom, że po przegranym półfinale wciąż są z nami - powiedział II trener Podhala Stefan Pollak.
| Dwory/Unia Oświęcim | 1 | | Wojas/Podhale Nowy Targ | 6 | Bramki: 0:1 - łyszczarczyk (2., Moskal), 1:1 - Bohaczek (8., Piekarski, w przewadze); 1:2 - Podlipni (10., Moskal i łyszczarczyk), 1:3 - Malinowski (15., Radwański), 1:4 - łabuz (29., Zamojski, w przewadze), 1:5 - łyszczarczyk (40., Moskal, Podlipni); 1:6 - Kolusz (59., Różański).
Kary: 10 oraz 16 minut. Stan play-off: 2-1 dla Podhala. |
|
|
|
|
|
|
Co, gdzie, kiedy... |
|
PLAY-OFF o brązowy medal Cracovia-Stoczniowiec 3:1 Cracovia zwycięża! Kraków 13.III.2007 Cracovia - Stoczniowiec 3:0 (0:0, 1:0, 2:0) Gdańsk 16.III.2007 Stoczniowiec - Cracovia 1:3 (0:2, 0:0, 1:1) Kraków 18.III.2007 Cracovia - Stoczniowiec 3:5 (0:1, 2:2, 1:2) Gdańsk 22.III.2007 17:30 Stoczniowiec - Cracovia 4:8 (2:2, 2:2, 0:4)
|
|
|
|
|
|
|