Cracovia pokonała Stoczniowiec po dogrywce 4:3 (2:2:,1:0,0:1,1:0)Bramki:
0:1 Jurasek - Cychowski 13,
1:1 Malinowski 15,
1:2 Jurasek - Kostecki 18,
2:2 Sarnik - Słaboń - P. Urban 20,
3:2 Smreczyński - Horny - Twardy 34,
3:3 Cychowski 53,
4:3 Sarnik - Csorich 61.
Ciekawy mecz obejrzało ponad 1000 osób zgromadzonych w krakowskiej hali lodowej. Pasy podejmowały nieoczekiwanego wicelidera Stoczniowca Gdańsk. Mocno odmłodzona drużyna "Stoczni" miała nie sprawiać większych problemów drużynom z czołówki ale okazało się że w Gdańsku udało się zbudować ekipę zdolną konkurować z najlepszymi. Szczególnie budująca jest postawa młodych golkiperów gdańszczan którzy bez kompleksów grają w ekstraklasie.
Pierwsza tercja tego spotkania była zarazem najciekawszą. Fantastyczne akcje z obydwu stron, raz po raz bramkarze musieli się popisywać interwencjami - a trzeba przyznać że mimo dość wysokiego wyniku, zarówno
Rafał Radziszewski jak i
Przemysław Odrobny zaprezentowali się bardzo udanie. Mecz rozpoczął się od ataków Cracovii, ale Stoczniowiec grał bardzo mądrze taktycznie co zaowocowało w 13 minucie bramką
Zdenka Juraska, błąd naszej obrony, bardzo dobre podanie od Cychowskiego spowodowały że Czech znalazł się sam na sam z Radzikiem i ładnym strzałem uzyskał prowadzenie dla drużyny z Trójmiasta. Krakowianie dosyć szybko zareagowali i już po dwóch minutach,
Mateusz Malinowski technicznym strzałem kompletnie zaskoczył Odrobnego. Wymiana ciosów trwała nadal i w 18 minucie ponownie Zdenek Jurasek - najlepszy zawodnik Stoczniowca w tym meczu - zdobył prowadzenie dla przyjezdnych. Krążek po jego strzale odbił się jeszcze od któregoś z naszych obrońców i myląc Radziszewskiego wpadł do siatki. Kiedy wydawało się że na przerwę Stoczniowiec będzie zjeżdżał prowadząc,
Piotr Sarnik po raz kolejny pokazał że z
Damianem Słaboniem rozumie się znakomicie - i po dwójkowej akcji właśnie ze środkowym pierwszej formacji zdobył bardzo ładną bramkę, umieszczając krążek w okienku bramki Odrobnego. Ta bramka do szatni pozwoliła kibicom odetchnąć, a także zmusiła ich do nieco bardziej żywiołowego dopingu, który mimo wszystko przez cały mecz był nienajlepszy. Druga tercja to falowe ataki Cracovii i porażająca nieskuteczność.

Seryjnie marnowaliśmy okazje co potem okazało sie mieć niebagatelny wpływ na przebieg meczu. Trzeba przyznać także że młody bramkarz Stoczniowca radził sobie nad wyraz dobrze. Nie miał jednak szans kiedy w 34 minucie
Karel Horny objechał całą obronę, ograł bramkarza i wyłożył krążek
Sebastianowi Smreczyńskiemu któremu pozostało tylko wepchnąć krążek do pustej bramki, dzięki temu zaliczył już driugie trafienie w tym sezonie. Niestety więcej bramek nie padło w tej tercji, ale mecz w dalszym ciągu stał na naprawdę wysokim poziomie. Trzecia tercja zaczęła się podobnie do drugiej, tzn. Cracovia zaatakowała, ale w miarę upływu czasu do głosu zaczęli dochodzić gdaszczanie, którzy wykorzystali cofnięcie się drużyny Pasów, usatysfakcjownowanej z wyniku. Na efekty nie trzeba było długo czekać -
Rafał Cychowski mocnym strzałem z dystansu pokonał Radzieszewskiego ponownie doprowadzając do remisu. Niestety do końca meczu Cracovii nie udało się strzelić bramki na wagę trzech punktów. Natomiast
Roman Skutchan w ostatnich sekundach meczu miał fantastyczną okazję, ale Radziszewski wyszedł z niej obronną ręką. Dogrywka ledwie się zaczęła, to już się skończyła.
Marian Csorich uruchomił podaniem Sarnika który ładnie najechał na bramkę Stoczniowca i mocnym strzałem wywołał eksplozję radości w hali. Ogólnie mecz naprawdę na wysokim poziomie, a Stoczniowiec swoją grą pokazał że, nie jest przypadkiem że znajduje się tak wysoko w tabeli. Teraz zawodnicy mają kilka dni odpoczynku, a w czwartek wyjeżdżają do "jaskini lwa" do Oświęcimia na mecz z Unią.