Goście z Gdańska okazali się dla Cracovii dużo bardziej wymagającym rywalem niż pokonane już w tym tygodniu Podhale Nowy Targ i GKS Katowice. Nerwowo spacerujący po trybunach prof. Janusz Filipiak dopiero po dogrywce mógł cieszyć się ze zwycięstwa swojego zespołu
Goście z Gdańska okazali się dla Cracovii dużo bardziej wymagającym rywalem niż pokonane ostatnio Podhale i GKS Katowice. Już pierwsze minuty niedzielnej potyczki pokazały, że nie będzie to dla krakowian spacerek, a lekceważące podejście do meczu, jak w piątek z GKS-em, nie może się powtórzyć. Stoczniowiec szybko dał się poznać jako poukładany, dobrze taktycznie grający zespół. W pierwszych minutach dwukrotnie Rafał Radziszewski bronił trudne strzały gdańszczan. Do Damiana Słabonia należała za to 8. min spotkania. Czołowy atakujący Cracovii w tym czasie strzelał trzykrotnie na bramkę Przemysława Odbornego, raz nie trafił, a dwa razy świetnie bronił bramkarz gości.
W 13. mine, gdy oba zespoły grały w osłabieniu, świetną akcję przeprowadzili stoczniowcy. Rafał Cychowski zagrał do Zdenka Juraska, za którym nie zdążyła już zgubiona obrona gospodarzy. W sytuacji sam na sam bezradny był Radziszewski. Dwie minuty później nie popisał się Odborny, który powinien obronić strzał w krótki róg Mateusza Malinowskiego. Wyrównujący gol dla krakowian znów poderwał gości i ponownie w roli głównej wystąpił Jurasek. Po zagraniu Artura Kosteckiego z najbliższej odległości zdobył drugą bramkę dla Stoczniowca. Gdańszczanie nie potrafili utrzymać przewagi do końca tercji. Na 20 sekund przed końcem drugiej odsłony Piotr Sarnik trafił w górny róg bramki Odbornego po kombinacyjnej akcji ze Słaboniem.
Druga tercja to znów momentami ciekawa gra gości, lecz bez bramek. Stoczniowcy nie potrafili wykorzystać nawet gry w przewadze pięciu na trzech. Na ławce kar przebywali równocześnie Oktawiusz Marcińczak i Sławomir Wieloch. Gdy gdańszczanie się wyszumieli, do ataku ponownie ruszyła Cracovia. W 34. min Karel Horny wymanewrował obronę i zmylił bramkarza gości, a następnie zagrał do Sebastiana Smreczyńskiego. Ten miał przed sobą pustą bramkę i nie mógł do niej nie trafić. Chwilę później jeden z zawodników Stoczniowca chciał sprawić "prezent imieninowy" prezesowi Cracovii Januszowi Filipiakowi i był bliski trafienia go krążkiem w głowę. - Ej, który to? - rozległo się na trybunach, a kibice odśpiewali prezesowi gromkie "Sto lat".
Trzecia tercja przyniosła tylko jedną bramkę, lecz na nieszczęście dla Cracovii do siatki Radziszewskiego trafił Cychowski. W 53. min oddał on mocny strzał spod niebieskiej linii, po którym krążek wtoczył się do siatki pod parkanami bramkarza. W ostatnich minutach oba zespoły mogły rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść, ale doskonałych okazji nie wykorzystali Marian Csorich dla Cracovii oraz łukasz Zachariasz i Roman Skutchan dla Stoczniowca.
Losy spotkania rozstrzygnęły się już w 25. s dogrywki. Wtedy to krakowianie we własnej tercji obronnej odebrali krążek gościom i w trzech popędzili na bramkę Odbornego. Csorich wyłożył krążek Sarnikowi, a ten celnym strzałem uradował sympatyków Cracovii. Trener Wiktor Pysz nie krył zdenerwowania, gdyż jego zespół zasłużył w spotkaniu z Cracovią na remis.
COMARCH/CRACOVIA | 4 | STOCZNIOWIEC GDAŃSK | 3 |
Tercje: 2:2, 1:0, 0:1, w dogrywce 1:0.
STRZELCY BRAMEK
0:1 - Jurasek (13., Cychowski), 1:1 - Malinowski (15. Słaboń), 1:2 - Jurasek (18. Kostecki), 2:2 - Sarnik (20. Słaboń, Urban), 3:2 - Smreczyński (34. Horny, Twardy, w przewadze), 3:3 - Cychowski (53.), 4:3 Sarnik (61., Csorich).
SKłADY
ComArch/Cracovia: Radziszewski - Csorich, P. Urban, Sarnik, Słaboń, Malinowski - Marcińczak, Smreczyński, Horny, Wieloch, Twardy - Kozendra, Kotuła, Drozdowicz, Cieślak, S. Urban.
Stoczniowiec: Odrobny - Wróbel, Leśniak, Skutchan, Balat, Drzewiecki - Cychowski, Bukowski, Kostecki, Zachariasz, Jurasek - Smeja, Błażowski, Grobarczyk, Słodczyk, Jankowski.
Sędziował Włodzimierz Zarodkiewicz z Sosnowca. Kary: 12 oraz 10 minut. Widzów 600.
Dla Gazety
Rudolf Rohaczek
trener Comarchu/Cracovii
Oglądaliśmy bardzo dobry mecz, w którym dopiero dogrywka rozstrzygnęła o naszym zwycięstwie. O straconych bramkach zadecydowały własne błędy. Po zdobyciu trzeciego gola zagraliśmy dość głupio, mało aktywnie i to się zemściło.
Marian Pysz
trener Stoczniowca
Przegraliśmy przez nieodpowiedzialność naszych obrońców w dogrywce. Poszli strzelać bramki, zamiast grać konsekwentnie. Czasem wydaje się im, że wszystko już umieją, tymczasem jeszcze dużo wody w Wiśle upłynie, zanim będą umieć. Gdy ma się nieodpowiedzialnych zawodników w drużynie, to się przegrywa. Toruń: Kara za kształt kija
Gwiazdami pierwszej tercji była para napastników pierwszego ataku. Świetna współpraca Martina Voznika z Danielem Laszkiewiczem przyniosła dwie bramki zdobyte w przewadze jednego zawodnika. Gdy tylko na skutek przewinień gracze Wojasa/Podhala musieli usiąść na ławce kar, obaj torunianie z łatwością wykorzystywali błędy przeciwników. Najpierw w 12. min Voznik zauważył, że Laszkiewicz nie jest pilnowany, zagrał przez całe lodowisko, a "Laszka" nie miał problemów z umieszczeniem krążka w bramce. Potem gospodarze cierpliwie i konsekwentnie szukali okazji do uderzenia podczas rozgrywania zamka. W końcu Voznik precyzyjnie podał do Laszkiewicza, a napastnik TKH silnym strzałem nie dał szans bramkarzowi łukaszowi Jańcowi.
Po przerwie torunianie zaczęli gubić krążek, mieli kłopoty z wyprowadzeniem go spod własnej bramki, mnożyły się niecelne podania. Gracze "Szarotek" zdołali wykorzystać to tylko raz. Najpierw obrońca Robert Tyczyński stracił krążek we własnej tercji, a później ratował się faulem. Po tym, jak musiał opuścić lodowisko, przez ponad minutę nowotarżanie spokojnie rozgrywali krążek przed bramką Tomasza Wawrzkiewicza, szukając luki w obronie gospodarzy. Gdy czas kary Tyczyńskiego zbliżał się do końca, Jarosław Różański zdecydował się na silne uderzenie, po którym bramkarz odbił krążek przez siebie. Ten znów trafił do zawodnika Wojasa/Podhala, a przy dobitce Wawrzkiewicz nie miał już szans.
Najwięcej emocji przyniosły ostatnie minuty trzeciej tercji. W 58 min. ekipa gości zakwestionowała... kształt kija, którym grał Karol Piotrowski. Analiza wykazała, że rzeczywiście był on za bardzo wygięty. W rezultacie torunianie tuż przed końcem otrzymali karę, a na minutę i 6 sekund przed końcem grę w przewadze wykorzystał Zbigniew Podlipni. W dogrywce oba zespoły grały już wyraźnie asekuracyjnie. żaden z nich nie chciał zaryzykować, więc przez pięć minut obie ekipy nie stworzyły żadnej sytuacji bramkowej.
Dla Gazety
Andrzej Słowakiewicz
trener Wojasa/Podhala
Zawsze punkt zdobyty na wyjeździe i na lodowisku trudnego rywala, a za takiego uważam zespół torunian, to dobry wynik. Oczywiście, chcielibyśmy więcej, ale ważne, że nie straciliśmy punktów i w tabeli dystans się nie zmieni.
TKH Toruń | 2 | Wojas/Podhale | 2 | Tercje: 2:0, 0:1, 0:1.
Bramki: 1:0 - Laszkiewicz (12.), 2:0 - Laszkiewicz (19.), 2:1 - Różański (34.), 2:2 - Podlipni (58.).
W pozostałych meczach: GKS Katowice - Dwory/Unia Oświęcim 1:7 (0:4, 1:1, 0:2), bramki dla Unii: Jaros - 3 (13, 16, 34), Wojtarowicz (7), Piekarski (12), Ryczko (52), Kowalówka (59), KH Sanok - GKS Tychy 1:2 (1:0, 0:1, 0:1).
wast |