|
W grupie silniejszej rozgrywki doszły do półmetka. Wystarczy spojrzeć na tabelę tej części rozgrywek, aby nie mieć wątpliwości, która drużyna najlepiej się prezentowała w tej fazie. Wśród zespołów silniejszych wyraźnie dominowali mistrzowie Polski, zaś w grupie słabszej hokeiści oświęcimskiej Unii.
Krakowianie, mimo nadal problemów kadrowych do drugiej części rozgrywek przystąpili już w miarę przyzwoitej sile liczebnej. Ale nie tylko ten element miał wpływ na osiągnięte wyniki, chociaż oczywiście jest różnica gdy trzeba grać przewagi i osłabienia w dwie piątki, niż na trzy. Do tego okres przerwy na pierwszy turniej EIHC reprezentacji był najwyraźniej najlepiej przepracowany w Krakowie, a raczej w Katowicach. A po przerwie świątecznej sytuacja Rudolfa Rohaczka stanbie się jeszcze bardziej komfortowa, gdyż wrócą do gry kontuzjowani gracze. A to oznacza silne cztery formacje. Szczególnie, że nijako tradycyjnie, może się okazać, że przed 20 grudnia, kiedy zamyka się okno transferowe, Cracovia pozyska kogoś nowego. Bo prace w tym kierunku są intensywnie prowadzone. Na wyróżnienie w ostatnich tygodniach zasługują oświęcimianie. Trener Josef Contofalsky inaczej zestawił poszczególne piątki i gra "zaskoczyła". Atak w składzie: Jaros - Stachura - Klisiak miałby miejsce w dwóch najlepszych zespołów ligi. Ale też punktują pozostałe ataki, a ostatnio szczególnie Wojtarowicza. Należ też zwrócić uwagę nad poprawą gry w defensywie. W efekcie strat 18 bramek w ośmiu meczach. Oświęcimianie nie mają jednak bezpiecznej przewagi nad rywalami (Naprzód ma dwa mecze zaległe). Kryniczanie też nie mogą zaliczyć drugiej fazy za nieudaną, ale też nie narzekać nie mogą. Ważne aby ustabilizowały się poszczególne piątki, po stratach kadrowych. Najbardziej niezadowoleni po półmetku fazy grupowej mogą być nowotarżanie. Wypadli w niej najgorzej i w efekcie nie tylko stracili kontakt punktowy z czołówką, ale mają tylko dwa punkty przewagi nad ostatnimi drużynami. Niestety obecny sezon może być jednym z najgorszych jeżeli chodzi o pozyskiwanych obcokrajowców. Nie jest winą działaczy, że Dawid Lemanowicz znalazł ciekawszego pracodawcę. Ale spowodowało to małe trzęsienie ziemi. Pozyskanie klasowego bramkarza na tym etapie rozgrywek graniczy z cudem. Co prawda trudno wyrokować po dwóch meczach o klasie Smolki, ale jak na razie nie rzucił na kolana. Gra w decydującej fazie tylko młodym Rajskim, to wyzwanie nieszczęścia. A ponieważ do kłopotów z bramkarzami doszły kontuzje zawodników z pola (przykładowo Voznika, co rozbiło pierwszy atak), to nie dziwota, że "Szarotki" osiągnęły takie kiepskie wyniki w ostatnich meczach. Przerwa na pewno im się przyda. |