|
Krakowianie dzięki świetnej trzeciej tercji rozbili TKH Toruń, a nowotarżanie po świetnej końcówce nie dali szans GKS-owi Tychy.
Cracovia wróciła do własnej hali po dziesięciomiesięcznej przerwie. Przed pierwszym gwizdkiem trybuny wypełniły się w całości i wszyscy mogli wysłuchać przemówień: prezesa Janusza Filipiaka oraz dyrektor Wydziału Spraw Społecznych UMK Krystyny Kollbek-Myszki. Wyremontowaną halę poświęcił jeszcze ksiądz Henryk Surma, a kibice minutą ciszy uczcili śmierć niedawno zmarłego olimpijczyka i zawodnika Cracovii Maksymiliana Więcka. Zawodnicy byli tym wszystkim nieco stremowani, co przełożyło się na ich grę: w I tercji tylko remisowali, w drugiej powoli zaczęli się rozkręcać, a w trzeciej już rządzili. Pierwszą w nowo wyremontowanej hali przewagę miała Cracovia, ale Tomasz Wawrzkiewicz cudem wyciągnął uderzenie Grzegorza Piekarskiego. Pierwsza przepychanka była z głównym udziałem Michała Pinca, a pierwszy słupek zaliczył Daniel Laszkiewicz. Także pierwszy gol padł łupem "Pasów". Doskonałe podanie zza bramki Pinca wykorzystał kapitan Zbigniew Podlipni i utonął w objęciach kolegów. - Wiedzieliśmy, że będzie to ciężki mecz - podsumował bardzo zadowolony strzelec gola. Już w połowie drugiej tercji mogło być po meczu, gdyby Grzegorz Piekarski pokonał z najbliższej odległości przemieszczającego się Wawrzkiewicza. Ale trafił w bramkarza, a goście po błyskawicznej kontrze wyrównali na 1:1.
Zadrżały wtedy serca krakowskich kibiców, bo "Stalowe Pierniki" zaczęły sobie poczynać coraz śmielej. - O naszej porażce zadecydowała druga bramka - kręcił głową trener gości Miroslav Doleżalik. A gol wpadł tak: po objechaniu bramki strzał oddał Daniel Laszkiewicz, krążek wyleciał wysoko w górę i wpadł za plecami Wawrzkiewicza do siatki. Torunianie domagali się jednak obejrzenia sytuacji na powtórce wideo. Nowa hala daje już taki komfort. - Nie wiedziałem, czy krążek nie poszybował powyżej wysokości jupiterów. Sędzia po obejrzeniu powtórki stwierdził, że nie - relacjonował Doleżalik. Ale zanim Przemysław Kępa podjął decyzję o uznaniu gola, minęło kilka dobrych minut. W ostatniej tercji gospodarze rozbili torunian. W niespełna trzy minuty krakowianie wbili trzy gole, a najładniejszego zaliczył Andrzej Prokop: dostał doskonałe podanie od Richarda Hartmanna i z pełnego zamachu wypalił w okienko. - Trzecią tercję lepiej wytrzymaliśmy kondycyjnie. W dwóch wcześniejszych nieźle zagrało TKH, a my byliśmy trochę stremowani powrotem do własnej hali - ocenił bramkarz "Pasów" Rafał Radziszewski.
ComArch/Cracovia - TKH Toruń 5:2 Tercje: 0:0, 2:1, 3:1. Bramki: 1:0 - Podlipni (25. Pinc), 1:1 Kłys (32., Verczik, w przewadze), 2:1 - D. Laszkiewicz (40., w przewadze), 3:1 Prokop (42., Hartmann), 4:1 - Jastrzębski (43., Wajda), 5:1 - L. Laszkiewicz (44.), 5:2 Vercik (54., Milan).
Kary: 14 oraz 20 min. Widzów 3000. |