|
Tarcia na hokejowej linii Kraków - Nowy Targ, zawodnicy dryfujący między "Pasami" a "Szarotkami", a nawet bracia po przeciwnej stronie tafli. Kontekstów meczu było co nie miara. Szkoda, że niewiele skorzystali na tym kibice.
Mało składnych akcji, niewiele szarż i emocjonującego hokeja jak na lekarstwo. Mecz był tak chaotyczny, że nawet kwadrans po jego zakończeniu trenerzy nie mieli wspólnego zdania co do jego przebiegu. - Spotkanie było bardzo szybkie - to zdanie nowotarskiego szkoleniowca Wiktora Pysza. - Grałem trzema formacjami, bo spodziewałem się, że tempo nie będzie szaleńcze. I miałem rację - odpowiedział szkoleniowiec Cracovii Rudolf Rohaczek. Jak by nie było, kibice ziewający i wzdychający byli wczoraj usprawiedliwieni. Choć na początku meczu fani mieli próbkę tego, jak powinien wyglądać małopolski klasyk. A to za sprawą nowotarżan w barwach Cracovii: Zbigniewa Podlipniego i Michała Piotrowskiego. Po każdym ze strzałów dumny z siebie mógł być najlepszy w zespole "Szarotek" Tomasz Rajski. - To był jego najlepszy mecz w tym sezonie, a może nawet i od dwóch lat - chwalił swojego bramkarza Pysz. - Tomek miał więcej pracy ode mnie i spisywał się bardzo dobrze - chwalił swojego vis-a-vis Rafał Radziszewski. To już trzeci mecz, kiedy najlepszymi zawodnikami w drużynie przeciwników Cracovii są właśnie bramkarze. W ostatnich trzech meczach Cracovia zdobyła ledwie dwa gole... - Pod bramką przeciwnika brakuje nam spokoju, a u siebie chłopaki chcą się za bardzo pokazać - ocenił skuteczność hokeistów Rohaczek. - Nie wiem, co się dzieje, ale na pewno za mało strzelamy. To jakiś mały kryzys - dodał Radziszewski. Autorem wczorajszej złotej bramki był Richard Hartmann. Ładnie bramkę objechał Leszek Laszkiewicz, zagrał z tyłu i po strzale Hartmanna krążek tylko mignął Rajskiemu przed oczami. Tego gola "Pasy" zdobyły w przewadze: pięć minut kary oraz karę meczu za zranienie Alesa Czernego otrzymał bowiem Mateusz Malinowski, dwie kary mniejsze dostali kolejni nowotarżanie i w efekcie przez dziewięć minut Cracovia niemal non stop grała z przewagą jednego zawodnika. I właśnie wtedy strzeliła tę jedną bramkę. - Teraz drużyny wyspecjalizowały się w bronieniu w osłabieniu - przekonywał Pysz, którego drużyna próbowała ukłuć głównie z kontry. Do momentu oddania strzału było jeszcze w miarę poprawnie, ale za skuteczność całej drużynie należy się ostra bura. Największa Frantiskowi Bakrlikowi. Czech zmarnował wczoraj co najmniej dwie "setki". Uderzał tak, jakby celem był sam środek ciała Radziszewskiego. - Bakrlik zaprzepaścił sam na sam, ale Malisiński nie potrafił strzelić do pustej bramki - wspominał Pysz. Po serialu zaprzepaszczonych szans i zakończeniu drugiej tercji nowotarscy obcokrajowcy - Vladimir Burzil, Milan Baranyk i właśnie Bakrlik - zostali chwilę w boksie. Pewnie ustalali plan na trzecią odsłonę. Ale akcję meczu przeprowadziło inne trio: L. Laszkiewicz podał do Damiana Słabonia, a ten momentalnie odegrał do Hartmanna. Słowak trafił jednak w wyciągniętego jak płachta Rajskiego. Podhale najbliżej wyrównania było wtedy, gdy krążek po zamieszaniu trafił w poprzeczkę krakowskiej bramki. - Najsprawiedliwszy byłby remis - podsumował Pysz. - Za wykorzystanie przewagi to zwycięstwo nam się należało - utrzymywał Rohaczek. Najmniej na wyniku zależało chyba rodzicom braci Piotrowskich, którzy stawili się na meczu. - Nie mieliśmy chyba okazji skrzyżować kijów, bo wszedłem może tylko na cztery zmiany - mówił grający w Podhalu Bartłomiej Piotrowski. - Teraz mamy mecz we wtorek, więc może wtedy więcej powalczymy przeciwko sobie - uśmiechał się Michał reprezentujący Cracovię. ComArch/Cracovia - Wojas/Podhale Nowy Targ 1:0 Tercje: 1:0, 0:0, 0:0. Bramka: Hartmann (7. L. Laszkiewicz) Kary: 10 oraz 31 minut (w tym 25 minut dla Mateusza Malinowskiego za niesportowe zachowanie). Pozostałe mecze: O miejsca 1.-6.: Zagłębie Sosnowiec - GKS Tychy 3:2 (2:1, 0:0, 1:1), TKH Toruń - Stoczniowiec Gdańsk 2:4 (1:0, 0:3, 1:1). O miejsca 7.-10.: Naprzód Janów - KTH Krynica 5:2 (2:0, 1:0, 2:2), KH Sanok - Unia Oświęcim 6:2 (3:2, 2:0, 1:0). |