|
Czerkawski swoje ogromne umiejętności potwierdził na nowotarskiej tafli. Został wybrany MVP turnieju. W polskim zespole był najproduktywniejszym graczem. Na każdym kroku towarzyszyło mu ogromne zainteresowanie mediów, kibiców. Mario miał napięty program, bo na głowie miał także organizację meczu gwiazd NHL w naszym kraju.
- W NHL trwa lokaut i mało prawdopodobne jest, by ta najlepsza liga świata w tym sezonie ruszyła - mówi Mariusz Czerkawski. - Wielu hokeistów NHL gra w Europie, ale jeszcze większa cześć jest bezrobotna. Stąd zrodził się pomysł IMG, by drużyna hokejowa gwiazd NHL rozegrała ok. 12 spotkań w Europie. Hokeistów NHL gościć będą Słowacy, Rosjanie, Szwedzi, Finowie i...Polacy. Menedżerowi z LMG zwrócili się do mnie, czy przypadkiem nie zorganizowałbym takiego spotkania w Polsce. Spotkania gwiazd NHL z reprezentacją Polski. Szybko złapałem pomysł i 22 grudnia w katowickim Spodu czeka sympatyków kauczukowego krążka nie lada gratka. - Jakie gratyfikacje przeznaczone są dla gwiazd? - Koszty organizacyjne są wysokie i pokrywają je sponsorzy z Kanady i USA. W preliminarzu trzeba uwzględnić przyjazd licznej ekipy, koszty zakwaterowania, wyżywienia, ubezpieczenia, ochrony i bankietu prawie na 100 osób. Wynajęcie Spodka będzie nas kosztowało 230 tys. złotych. Nie jest natomiast prawdą, że hokeiści otrzymają po 100 tys. dolarów. Mam wstępne deklaracje wielu poważnych firm krajowych i zagranicznych, które chcą wspomóc finansowo to przedsięwzięcie. Mecz transmitowany będzie od drugiej tercji na żywo przez publiczną telewizję. Z pierwszej będzie jedynie skrót. Całość natomiast obejrzą widzowie za Oceanem. - W jakiej drużynie pan zagra ? - Oczywiście, że w koszulce z orzełkiem na piersi. Jacek Płachta i Michał Garbocz w tym czasie rozgrywają spotkania ligowe. Ich udział w katowickim gwiazdozbiorze jest wykluczony. Dla drużyny trenera Andrieja Sidorenki ten mecz będzie niezłym przetarciem przez turniejem EIHC w Krynicy, który rozegrany zostanie zaraz po świętach. - Mówi pan, iż wielu hokeistów jest bezrobotnych za Oceanem. Pan takich problemów nie ma. - Po latach zdecydowałem się wrócić do Szwecji, skąd wyjechałem do NHL. W Sztokholmie łatwiej mi się zaaklimatyzować. Znam to miasto, ludzi, ich język. Podpisałem roczny kontrakt z Djurgaardens IF i jestem z tego powodu zadowolony. To był mój świadomy wybór. Mam już za sobą 18 spotkań w lidze szwedzkiej. W klasyfikacji kanadyjskiej mam na koncie 13 punktów, w tym osiem za zdobyte gole. W drużynie pod tym względem ustępuje tylko Nilsowi Ekmanowi, który zaliczył jedno trafienie mniej, ale w o 2 punkty jest lepszy. Drużynie jednak nie wiedzie się najlepiej. Zajmujemy ósme miejsce z 23 pkt., ze sporą stratą do liderujacej Froelundy. Największym mankamentem drużyny jest gra obronna. - Wracając do reprezentacji. Zrobiliście pierwszy krok na drodze do Turynu. Kolejny w Rydze. Czy trener Sidirenko w lutym może na pana liczyć? - Jeśli będę zdrów i klub wyrazi zgodę, a chyba tak, to zjawię się w Rydze. Tam będzie już inna bajka. Bardziej wymagający rywale, ale to w niczym nie przeszkadza, by podjąć rywalizację. Trener zmienił nas mentalnie i przekonał do nowoczesnego hokeja. Jego system dotyczy detali, a więc gry agresywnej, krążkiem i wzajemnej współpracy na lodzie. W ostatnich latach nasza reprezentacja nie miała swojego stylu, charakteru. Stefan Leśniowski |