|
"Szarotki" biją lidera na jego lodowisku w Tychach, a Cracovia zamiast wykorzystać okazję, znów przegrywa - tym razem w Toruniu.
Tyszanie przystępowali do meczu z Podhalem z pozycji nowego lidera PLH. Ewentualna wygrana z drużyną z Nowego Targu znacznie przybliżyła ich do zajęcia pierwszego miejsca w tabeli po zakończeniu rundy zasadniczej. Z kolei Podhale wciąż nie rezygnowało z walki o trzecie miejsce w PLH. Gospodarze rozpoczęli mecz w imponującym stylu - już w 3. min gola strzałem z dystansu zdobył Sebastian Gonera. Potem było już jednak tylko gorzej... Zaczęto nawet spekulować, czy GKS na pewno jest zainteresowany przystąpieniem do fazy play-off z pierwszego miejsca. - Nie kalkulujemy i nie szukamy sobie przeciwnika. Chcemy wygrywać każdy mecz - zaklinał się Wojciech Matczak, trener tyszan. Tymczasem jego zespół roztrwonił prowadzenie jeszcze w pierwszej tercji. Najpierw do wyrównania doprowadził Frantiszek Bakrlik, a w 18. min drugiego gola dla Podhala dołożył Vladimir Burzil. - To właśnie gole zdobyte w przewadze zadecydowały o naszym zwycięstwie - stwierdził Bakrlik. - Od stanu 1:2 kontrolowaliśmy już mecz - dodał Jarosław Różański, napastnik gości. W drugiej tercji zawodnicy GKS-u - zamiast odrabiać straty - stracili dwa kolejne gole. Na listę strzelców dopisali się Milan Baranyk i ponownie Bakrlik. Być może utrata czwartego gola wynikała z dekoncentracji zawodników GKS-u po kilkuminutowej przerwie w grze spowodowanej usterką... osłony pleksiglasowej. - Byliśmy szybsi i bardziej poukładani. Nasze szybkie akcje powodowały spore zamieszanie w tyskiej drużynie - komplementował swój zespół trener Wiktor Pysz. Na początku trzeciej tercji w bramce GKS-u - w miejsce Arkadiusza Sobeckiego - pojawił się Michał Elżbieciak. Rezerwowy bramkarz spisywał się bardzo dobrze i uchronił swój zespół przed utratą kolejnych goli. Z większą ambicją zagrali też pozostali hokeiści z Tychów. Znakomitych okazji nie wykorzystał jednak m.in. Mariusz Jakubik i końcowy wynik nie uległ już zmianie. - Z Podhalem trzeba walczyć przez 60 minut, a nie przez 20. Niektórzy hokeiści nie angażują się w grę. To jest przykre - martwił się po meczu Matczak. GKS Tychy - Wojas/Podhale Nowy Targ 1:4 Tercje: 1:2, 0:2, 0:0. Bramki: 1:0 - Gonera (3., Parzyszek), 1:1 - Bakrlik (5., Burzil, w przewadze), 1:2 - Buril (18., Baranyk, w przewadze), 1:3 - Baranyk (30., Łabuz), 1:4 - Bakrlik (35., Biela). Kary: 10 oraz 10 min. Nie wykorzystali szansy Cracovia nie wykorzystała szansy, by wrócić na pozycję lidera. O porażce zadecydowało fatalne 14 minut pierwszej tercji, po których "Pasy" przegrywały aż 0:4. W 6. min Jarosław Dołęga minął Rafała Radziszewskiego i wpakował krążek do pustej bramki, a po minucie było 2:0, bo Rudolf Vercik poszedł z kontrą, a akcję wykończył Lian Furo. Potem Cracovia traciła gole między 13. i 14. minutą. Najpierw Furo zdobył bramkę, gdy na ławce kar odpoczywał Daniel Laszkiewicz, a potem znów dał o sobie znać Dołęga. Dopiero w ostatniej minucie pierwszej tercji Ondrej Prokop trafił do siatki torunian. Po tym, jak Vercik otrzymał karę pięciu minut w trzeciej tercji, Cracovia zwietrzyła swoją szansę i zdobyła gola. Michał Piotrowski uderzył z niebieskiej linii, lot krążka zmienił jeszcze Daniel Laszkiewicz. Wcześniej doszło do dziwnej sytuacji, gdy Tomasz Proszkiewicz jeździł przez minutę z krążkiem i nikt nie mógł mu go odebrać. W końcówce na bramkę Tomasza Wawrzkiewicza strzelali Michał Pinc i Grzegorz Pasiut, ale gola zdobyli gospodarze. Łukasz Chrzanowski wpakował krążek do pustej bramki po tym, jak trener Rudolf Rohaczek zdjął Radziszewskiego. Cracovia zdołała jeszcze strzelić czwartego gola. TKH Toruń 6 ComArch Cracovia 4 Tercje: 4:1, 1:1, 1:2. Bramki: 1:0 - Dołęga (6., Koseda, Bomastek), 2:0 - Furo (7.,Verczik ), 3:0 - Furo (13.,Ambruz), 4:0 - Dołęga (14. Proszkiewicz, Bomastek), 4:1 - Prokop (20., Pinc, Czerny), 4:2 - Kozendra (31. Piotrowski), 5:2 - Marmurowicz (34. Dzięgiel, Milan), 5:3 - D. Laszkiewicz (47., Piotrowski), 6:3 - Chrzanowski (59., Milan), 6:4 - Prokop (60., Witowski). Kary: 25 oraz 14 min. Pozostałe mecze. O miejsca 1-6: Zagłębie Sosnowiec - Stoczniowiec Gdańsk 7:1 (1:0, 2:0, 4:1). O miejsca 7-10: Unia Oświęcim - KTH Krynica 6:2 (2:1, 2:0, 2:1), KH Sanok - Akuna Naprzód Janów - przełożony.
|