|
"Pasy" stoczyły bój u siebie z Tychami i wracają na fotel lidera. Po porażce ze Stoczniowcem "Szarotki" mają niewielkie szanse na trzecie miejsce po rundzie zasadniczej.
Wczorajszy mecz Cracovii z Tychami uciął spekulacje, że żadnej z drużyn nie zależy na fotelu lidera po rundzie zasadniczej PLH. Hokeiści włożyli w grę serca, walczyli na całym lodowisku, nie odstawiali kijów i nie szczędzili ciała. - Tak szybkie i twarde mecze mogę policzyć na palcach jednej ręki - podsumował trener "Pasów" Rudolf Rohaczek. Cracovia jeszcze nie zdążyła oddać strzału, a goście już prowadzili. W przewadze Michał Belica spokojnie podał do Mariusza Justki, a ten przez nikogo nienaciskany pociągnął po długim rogu. Rafał Radziszewski tylko pokiwał głową i z niedowierzaniem popatrzył na kolegów, którzy nie zdążyli za rywalem. Dosłownie kilka sekund później krakowianie mieli dwie minuty w podwójnej przewadze. Strzelali kilkanaście razy, ale nie zdobyli gola, choć Arkadiusz Sobecki często "wypluwał" krążek i można było dobić. Przegrywający gospodarze ostro zaczęli drugą tercję. Najpierw guma po strzale Mariana Csoricha tańczyła przed linią bramkową, a później oko w oko z Sobeckim pomylił się Grzegorz Pasiut. Z drugiej strony doskonałą okazję miał Adrian Parzyszek, ale trafił nieczysto. Zaraz krążek trafił do Michała Pinca, ten mocno podał spod bandy, a nadjeżdżający na pełnym gazie Csorich wpakował gumę do siatki. Był remis. Z relacji zawodników wynika, że w przerwie przed trzecią tercją prezes Janusz Filipiak przyszedł do szatni i "motywował finansowo" hokeistów. Poskutkowało: na tafli rozpętała się wojna. Bandy trzeszczały, a zawodnicy obu drużyn często leżeli na lodzie. W decydującej akcji meczu Michał Piotrowski przełożył kilka razy krążek, wyłożył do Daniela Laszkiewicza, a ten zapewnił "Pasom" zwycięstwo. Krakowianom wystarczy punkt w niedzielnym meczu ze Stoczniowcem i obronią fotel lidera. ComArch/Cracovia - GKS Tychy 2:1 Tercje: 0:1, 1:0, 1:0. Bramki: 0:1 - Justka (3., Belica, w przewadze), 1:1 - Csorich (36., Pinc, w przewadze), D. Laszkiewicz (58., Piotrowski). Kary: 14 oraz 22. Widzów: 2000. Miało być trzecie miejsce, może być piąte - tak wygląda sytuacja "Szarotek" po trzeciej porażce ze Stoczniowcem u siebie. Jeśli podhalanie jutro przegrają w Sosnowcu, spadną na piątą pozycję przed play-offem. Po przespanej drugiej tercji górale wzięli się do roboty w trzeciej. Znakomicie dysponowanego Przemysława Odrobnego (w pierwszej części nie dali mu rady Dariusz Łyszczarczyk i Jarosław Różański, dopiero Milan Baranyk, stojąc za bramką, sprytnie odbił krążek od parkana bramkarza) w podwójnej przewadze pokonał strzałem do "pustaka" Łyszczarczyk. W następnej akcji prowadzenie gospodarzom mógł zapewnić Krzysztof Zapała i byłoby po meczu, ale nie trafił z najbliższej odległości. Kolejne szanse marnowali Sebastian Biela i Różański (poprzeczka), a kontra gości i strzał z kąta Filipa Drzewieckiego przyniósł powodzenie mądrze taktycznie grającemu Stoczniowcowi. Wiktor Pysz w końcówce wycofał bramkarza, choć jego zespół grał w osłabieniu. I o mały włos nie wyrównał Baranyk, a w ostatniej sekundzie Rafał Sroka. Mały dramat przeżył czołowy środkowy ligi Martin Voznik. Po jego błędzie gola strzelił Peter Hurtaj i wtedy zaczęły się nieszczęścia "Szarotek". Wojas/Podhale - Stoczniowiec 2:3 (1:0, 0:2, 1:1) Bramki: 1:0 - Baranyk (12.), 1:1 - Skutchan (23., Jurasek, w przewadze), 1:2 - Hurtaj (34.), 2:2 - Łyszczarczyk (50., Kacirz, Burzil, w podwójnej przewadze), 2:3 - Drzewiecki (56., Kostecki). Kary: 14 oraz 12 min. Widzów: 2 tys. Pozostałe mecze. O miejsca 1-6: TKH Toruń - Zagłębie Sosnowiec 3:5 (0:3, 2:2, 1:0). O miejsca 7-10: Unia Oświęcim - KH Sanok 3:1 (1:1, 1:0, 1:0), KTH Krynica - Naprzód Janów 3:4 po dogrywce (0:1, 0:0, 3:2, 0:1). |