|
Janowianie byli wczoraj w pojedynku z mistrzem Polski bliscy sprawienia supersensacji. Wobec ich wysokiej przegranej w pierwszym meczu obu drużyn, za taką można chyba jednak uznać nawet doprowadzenie do dogrywki w pojedynku z wielką Cracovią.
Wszystko zaczęło się zgodnie z planem: krakowianie ciągle atakowali, a gospodarze dzielnie się bronili. W ciągu pół godziny gry pierwsza piątka Cracovii dwa razy rozmontowała obronę Naprzodu i wydawało się, że odniesie łatwe zwycięstwo. - Przy stanie 2:0 moi zawodnicy już chyba uwierzyli w wygraną i zastanawiali się, z jaką różnicą goli tym razem pokonają Naprzód - mówił Rudolf Rohacek, trener Cracovii. Licznie zgromadzona w Jantorze publiczność przecierała oczy ze zdumienia, widząc nagłą poprawę gry swoich zawodników. Jeszcze w drugiej tercji - po golach Tomasza Mirochy i Andreja Szoeke - gospodarze doprowadzili do wyrównania. Gdy na początku trzeciej części meczu Ondrej Prokop (były podopieczny trenera Naprzodu Jaroslava Lechockiego z ligi słowackiej) zdobył gola dla Cracovii, wydawało się, że tym razem faworyci nie dadzą sobie wydrzeć prowadzenia. Jednak już po kilku minutach znów był remis. Temperatura wydarzeń na lodzie rosła z każdą sekundą. Pod koniec regulaminowego czasu gry Cracovia znów zaczęła grać jak... Cracovia i pod bramką Jacka Zająca ciągle się kotłowało. Gole jednak nie padły i sędziowie zarządzili dogrywkę. Do rzutów karnych zabrakło tylko... ośmiu sekund! Wtedy do krążka, który zatrzymał się pod parkanami Zająca, dopadł Leszek Laszkiewicz i pogrążył janowian oraz doprowadził miejscowych kibiców do rozpaczy. - Chcieliśmy postawić trudne warunki mistrzom Polski. Zabrakło nam chyba jednak trochę koncentracji. Szkoda... - nie mógł odżałować po meczu Zając. Dodajmy, że po ostatnim gwizdku sędziego doszło do małego zgrzytu. Kibice Naprzodu wpadli we wściekłość po tym, jak gracze Cracovii zjechali do szatni, nie żegnając się z hokeistami Naprzodu. - To nieporozumienie. Kapitanowie obu drużyn ustalili, że tradycyjne pożegnanie nastąpi po ostatnim meczu naszych pojedynków w play-off - wyjaśniał Rohacek. Akuna Naprzód Janów 3 (0 2 1 0) Cracovia 4 (1 1 1 1) Bramki: 0:1 Piekarski - Hartmann (19.), 0:2 Słaboń - Hartmann (28.), 1:2 Mirocha - Mleko (33.), 2:2 Szoeke (38.), 2:3 Prokop (44.), 3:3 Pohl - Szymański (50.), 3:4 L. Laszkiewicz (65.) Naprzód: Zając; Karafiat (2) - Drimal (2), Bucek - Szymański (2), Kulik - Gąska, Działo - Kotlorz; Mleko - Koszowski - Mirocha, Pohl (2) - Haluch - Szoeke, Jóźwik - Elżbieciak (2) - Fonfara, Gryc - Ł. Zimka - Węgrzyn. Kary: 10 - 12. Widzów: 1000. |