|
Półfinał mistrzostw Polski: Wojas/Podhale - ComArch/Cracovia 4:2. Po trzech meczach prowadzi Podhale 2:1. Ucieczka "Szarotek" na jedną bramkę i ambitna pogoń "Pasów" - tak wyglądały dwie tercje tego pojedynku godnego nie półfinału, a finału mistrzostw Polski. Dopiero w trzeciej tercji górale zapewnili sobie zwycięstwo. Kluczowego gola strzelili po błędzie Mariana Csoricha, a strzelcem był niemal 40-letni Jacek Zamojski.
Trudna sytuacja kadrowa górali jeszcze bardziej skomplikowała się w 8. min, gdy za faul pod bandą na Damianie Słaboniu Łukasz Wilczek dostał karę meczu. Sytuacja ta wywołała sporo kontrowersji. W boksie Podhala zawrzało. Trener Wiktor Pysz spodziewał się mniejszej kary. Jego zdanie podzielał obecny na trybunach były sędzia międzynarodowy Jacek Chadziński. - To był atak na głowę. Za takie przewinienie obowiązuje kara 10 plus 2 i nie ma tu nic do rzeczy, że Słaboniowi lała się krew. Równie dobrze karę meczu w poprzednim meczu można było dać zawodnikowi Cracovii, który spowodował kontuzję Łabuza - tłumaczył. Jeszcze mocniej brzmiały słowa kapitana Podhala Jarosława Różańskiego. - Nie może być tak, że w trzecim meczu z rzędu mamy pod górkę z sędziami. Rozumiem, że w Cracovii mają trenera kadry [Rudolfa Rohaczka], ale sędziowie nie powinni brać tego pod uwagę. Przecież każde zbyt pochopne osłabienie wyciąga z nas siły - denerwował się w rozmowie z dziennikarzami. Jego przyjaciel, ale od początku sezonu występujący w "Pasach", Zbigniew Podlipni nie miał wesołej miny: - Jeden z nas popełnił prosty błąd, który kosztował nas stratę trzeciego gola. Na dodatek zmarnowaliśmy sporo przewag - analizował. Sędziowania nie chciał oceniać. - Od tego jest kwalifikator. Emocje poniosły część kibiców. Skandowali pod adresem Podlipniego "Judasz". Szybko zapomnieli, że "Lulek" zdobył dla "Szarotek" pięć tytułów mistrzowskich. - Dobrze pamiętam, kto to był Judasz, i na pewno się nim nie czuję. Ci, którzy tak krzyczą, najwyraźniej nie znają kulisów mojego przejścia do Cracovii - tłumaczył. Do większego skandalu doszło po meczu. Drugi trener podhalan Tadeusz Kalata żalił się, że zaatakował go schodzący do szatni bramkarz Rafał Radziszewski. - Przechodząc obok mnie, uderzył mnie kijem w udo i na pewno to nie był przypadek. Do tego bluzgał jeszcze wyzwiskami - relacjonował Kalata i o wydarzeniu poinformował sędziego. - Nikogo nie uderzyłem - przysięgał "Radzik". - Za to pamiętam, jak po pierwszej tercji niedzielnego meczu trener Kalata ubliżał mi. Kilku podchmielonych kibiców bluzgało na przechodzących do autokaru hokeistów z Krakowa. Ich ulubioną przyśpiewką było "Jeb... Cracovię". Kordon ochroniarzy czuwał nad bezpieczeństwem przyjezdnych. - Na następnym meczu kibice nie przedostaną się nawet w pobliże hokeistów gości - zapewniał Rafał Topolski, kierownik Wojasa/Podhala. Górale prowadzili po pięknym uderzeniu z nadgarstka Vladimira Burzila w samo okienko. Później podhalanie aż przez dziewięć minut grali w osłabieniu! I nic im się nie stało. Świetnie łapał Tomasz Rajski, a po znakomitym rozegraniu Leszka Laszkiewicza Grzegorz Pasiut miast na pustą bramkę trafił w słupek. Na 27 s przed końcem tercji Pasiut się zrehabilitował (tylko dołożył kija po podaniu zza bramki Michała Piotrowskiego), ale ostatnie słowo należało dla górali. Wojas/Podhale - ComArch/Cracovia 4:2 Tercje: 1:1, 1:1, 2:0. Bramki: 1:0 Burzil (14. Voznik), 1:1 Pasiut (20. M. Piotrowski, D. Laszkiewicz), 2:1 Kacirz (21. B. Piotrowski), 2:2 Słaboń (29. Gil w przewadze), 3:2 Zamojski (44. Łyszczarczyk w przewadze), 4:2 Zapała (48. Sroka). Podhale: Rajski - Zamojski, Dutka, B. Piotrowski, Bakrlik, Malasiński - Wilczek, Sroka, Kacirz, Zapała, Różański - Jakesz, Burzil, Baranyk, Voznik, Łyszczarczyk - Iskrzycki, Sulka, Malinowski. Cracovia: Radziszewski - Csorich, Piekarski, Hartmann, Słaboń, L. Laszkiewicz - Gil, Galant, Prokop, Pinc, Podlipni - Dulęba, Kozendra, D. Laszkiewicz, Pasiut, M. Piotrowski - Witowski, Cieślak, Urban. Sędziował Zbigniew Wolas z Oświęcimia. Kary: 39 (w tym 25 dla Wilczka) oraz 16 min. Widzów 2800. Stan play-off 2:1 dla Podhala. Kolejne dwa mecze w piątek i niedzielę w Krakowie. |