|
- Wyciągnęliśmy wnioski z niedzielnej porażki. Przystąpiliśmy do meczu bardziej zdeterminowani, maksymalnie skoncentrowani z emanującą wolą zwycięstwa. Już na rozjeździe wiedziałem, że wygramy. W niedzielę tępawo szła nam rozgrzewka, dzisiaj widać było ikrę – nie krył zadowolenia po ostatniej syrenie trener „Szarotek”, Wiktor Pysz.
Szkoleniowiec Podhala musiał nieźle główkować, by zmontować skład. Do kontuzjowanego Sebastiana Bieli i Dawida Słowakiewicza, dołączył Sebastian Łabuz. W dodatku w 8 minucie stracił kolejnego obrońcę. Za faul na Damianie Słaboniu pod prysznic wysłany został Łukasz Wilczek. Bartek Piotrowski po raz kolejny musiał wrócić do obrony, a jego miejsce w ataku najpierw zajął Mateusz Iskrzycki, a potem jego imiennik Malinowski. – Takie momenty hartują drużynę – twierdzi Wiktor Pysz. – Kosztowało nas to dużo czasu, by wrócić „do gry”, ale nastąpiło przełamanie drużyny, które zaowocowało zwycięstwem.
W pierwszej tercji gospodarze aż 9 minut przesiedzieli na ławce kar, co wzburzyło kapitana „Szarotek”, Jarosława Różańskiego. - Nie może być tak, że w trzecim meczu z rzędu sędziowie gwiżdżą pod Cracovię. Rozumiem, że w Cracovii mają trenera kadry Rudolfa Rohaczka, ale arbitrzy nie powinni się tym sugerować. Broniąc się tracimy siły, a przecież jesteśmy dopiero w połowie drogi do finału.
Znany arbiter Jacek Chadziński twierdzi, iż Wilczek zbyt pochopnie został odesłany do szatni. - Za atak na głowę dostaje się karę 10 plus 2 minuty. Nie ma tu nic do rzeczy, że Słaboniowi lała się krew. Równie dobrze karę meczu w poprzednim meczu można było dać zawodnikowi Cracovii, który spowodował kontuzję Łabuza – wyjaśniał.
- Od oceny arbitra jest kwalifikator – twierdzi kapitan „Pasów”, Zbigniew Podlipni, który nie chciał się wypowiadać na temat pracy arbitrów.
W zespole gospodarzy doskonałą partię rozegrała para obrońców Vladimir Buril i Tomas Jakes. Spokój, opanowanie, doskonałe krycie pod bramka, częste włączanie się do akcji ofensywnych zespołu, bezpardonowa walka pod bandą. Zresztą był to kolejny mecz, w którym zażarcie walczono o każdy skrawek lodu, o każdy krążek. Tutaj nie było koleżeństwa. – Po meczu możemy być kolegami, ale w trakcie każdy pracuje na siebie. Nie ma więc żadnej taryfy ulgowej – zapewnia Zbigniew Podlipni. Z Jarkiem Różańskim po meczu dość długo wymieniali poglądy na temat meczu, nie chciał jednak ujawniać o czym dyskutowali. Bardziej był skory do analizy meczu. – Przegraliśmy po głupim błędzie – dodawał. – Trzecia bramka podcięła nam skrzydła. W meczach na styku ten wygrywa, kto mniej popełni błędów.
Losy spotkania rozstrzygnęły się po kiksie Mariana Csoricha. Jak na patelni wystawił „gumę” Darkowi Łyszczarczykowie. Ten co prawda nie pokonał „Radzika”, ale golkiper Cracovii nie zdołał zamrozić krążka, bo uprzedził go Jacek Zamojski. Trener „Pasów”, Rudolf Rohacek był zdania, że była to kluczowa minuta meczu. – Za takie błędy się płaci – powiedział. – Niemniej o naszej przegranej zdecydowały głupie faule. Podhale niczym nas nie zaskoczyło. Próbowałem przemeblować formacje, ale nie przyniosło to spodziewanego efektu. To jeszcze nie koniec emocji. Gra się do czterech zwycięstw.
- Byliśmy lepsi – twierdzi trener Wojasa. – Oni nie mieli żadnych klarownych sytuacji. Lepiej też graliśmy przewagi. Zastopowaliśmy rywala w strefie neutralnej. Nie boje się kolejnych spotkań, bo wiem, że jesteśmy dobrze przygotowani fizycznie.
Łaska kibiców na pstrym koniu jeździ. Przekonał się o tym Podlipni. Jeszcze rok temu uwielbiany przez nowotarskich fanów, dzisiaj znienawidzony. Okrzyki „Judasz” do przyjemnych na pewno nie należały. – Nie reaguję na takie okrzyki. Wiem kto to był Judasz i się nim nie czuję. Ci, którzy tak krzyczą, najwyraźniej nie znają kulisów mojego przejścia do Cracovii.
Do nieprzyjemnego incydentu doszło po meczu. Tak przynajmniej twierdzi drugi trener Podhala, Tadeusz Kalata. – Schodzący do szatni Rafał Radziszewski zaatakował mnie kijem, uderzył w nogę i na pewno nie był to przypadek - relacjonował Kalata, a o całym wydarzeniu poinformował sędziego. - Nikogo nie uderzyłem – zaprzeczał „Radzik”. - Za to w Krakowie trener Kalata ubliżał mi. Psychologiczna wojna trwać będzie aż do ostatniego gwizdka tej serii. Teraz karawana przenosi się do Krakowa.
Wojas Podhale Nowy Targ – ComArch Cracovia 4:2 (1:1, 1:1, 2:0) 1:0 – Buril – Voznik (13:08), 1:1 – Pasiut – M. Piotrowski – D. Laszkiewicz (19:33), 2:1 – Kacir – B. Piotrowski (20:55 w przewadze), 2:2 – Słaboń – Gil (28:27 w przewadze), 3:2 – Zamojski – Łyszczarczyk (43:51 w przewadze), 4:2 – Zapała – Sroka (47:07).
Sędziowali: Wolas (Oświęcim) oraz Przyborowski i Radzik (Krynica). Kary: 39 – 16 min. Widzów 2500.
Podhale: Rajski; Zamojski (4) – Dutka (2), Sroka – Wilczek (25), Buril – Jakes; Malasiński – Barklik (4) – B. Piotrowski, Różański – Zapała (2) – Kacir,. Baranyk – Voznik – Łyszczarczyk, Iskrzycki – Sulka – Malinowski (2). Trener Wiktor Pysz.
Cracovia: Radziszewski; Piekarski (4) – Csorich, Galant – Gil (2), Kozendra – Dulęba; L. Laszkiewicz – Słaboń – Hartmann (4), Podlipni – Prokop – Pinc, M. Piotrowski (2) – Pasiut (2) – D. Laszkiewicz, Urban (2) – Cieślak – Witowski. Trener Rudolf Rahacek. źródło: HOKEJ Nowy Targ | Autor: Stefan Leśniowski
|