|
Choć po trzech meczach górale prowadzą 2:1, "Pasy" nie składają broni i zamierzają wygrać obydwa mecze na własnym lodzie - dzisiejszy (godz. 17) i niedzielny (godz. 16.15). "Szarotki" założyły jedno wyjazdowe zwycięstwo.
- Nic złego się nie dzieje. Rok temu Podhale też prowadziło 2:1 i jechaliśmy na mecz do Nowego Targu, a jednak wygraliśmy pozostałe spotkania. Taki jest play-off - trzeba grać na 120 procent w każdym meczu - podkreśla obrońca Cracovii Oktawiusz Marcińczak. Kapitan zespołu "Pasów" Zbigniew Podlipni wraca jeszcze do wtorkowego spotkania: - Podhale było zmobilizowane nie na sto, a na dwieście procent i dlatego wygrało. To nie znaczy, że myśmy nie chcieli wygrać, bo chcieliśmy. Może nawet bardziej, ale się nie udało. Mamy szeroką kadrę i w następnych dwóch meczach w Krakowie powinniśmy być górą. - Podhale niczym nas nie zaskoczyło. Po prostu w kluczowych momentach ostatniego spotkania popełniliśmy głupie faule. W piątkowym meczu musimy się tego wystrzegać - dodaje trener krakowian Rudolf Rohaczek. Obydwa zespoły minione trzy dni poświęciły na regenerację sił. Gdy krakowianie po ostatnim spotkaniu pakowali się dopiero do autokaru, nowotarżanie odpoczywali już w saunie. Mistrzowie Polski na odnowę poświęcili za to środę, a wczoraj na lodowisku piłowali już taktykę. Nie obijały się też "Szarotki" - połowę zajęć nowotarscy hokeiści poświęcili na ćwiczenie gry w osłabieniu. Kapitan zespołu Jarosław Różański, a także jego koledzy, oskarżają sędziów o stronniczość. W trzech pierwszych meczach serii podhalanie musieli się bronić w osłabieniu o 11 min dłużej niż rywale. Dotychczasowe mecze pokazały, że nowotarżanie mają silną, ale wąską kadrę. Podczas gdy ich trener Wiktor Pysz może liczyć na trzy, a tak naprawdę dwa ataki (grająca bez środkowego formacja Frantiszka Bakrlika koncentruje się na działaniach defensywnych), Rohaczek ma cztery ograne w lidze formacje. Z drugiej strony, o ile niekwestionowanym liderem "Pasów" jest Leszek Laszkiewicz, Podhale ma kilku wodzirejów na lodzie - Różańskiego, Mariana Kacirza, Milana Baranyka czy Krzysztofa Zapałę. W związku z tym, że góralom wypadł kontuzjowany Sebastian Łabuz, obrony obu ekip wyglądają na wyrównane. Cracovia ma twardego i ofensywnie usposobionego (zwłaszcza w przewagach) Mariana Csoricha, Podhale Jacka Zamojskiego, który gra jak za najlepszych czasów. - W sezonie zasadniczym Jacek miał wahania, momentami grał bardzo źle, ale na play-off trafił z formą - przyznaje trener Pysz. Choć Tomasz Rajski spisuje się coraz pewniej (w porównaniu do zeszłego sezonu zrobił kolosalny postęp), w bramce minimalnie przeważają "Pasy". Rafał Radziszewski to prawdziwa ostoja zespołu. Obrońcy mogą być spokojni, że na trzy "setki" dwie obroni. W Cracovii pod znakiem zapytania stoi gra Marcińczaka, który ma krwiaka na naciągniętej pachwinie. - To, że grałem ostatnio, to zasługa tylko i wyłącznie Piotrka Sochy - fizjoterapeuty piłkarzy. Po wykonaniu USG lekarze nakazywali mi trzy tygodnie przerwy - opowiada Marcińczak. Podhale musi sobie radzić bez kontuzjowanych Sebastiana Bieli, Dawida Słowakiewicza i Łabuza. |