|
Dwa tysiące kibiców Cracovii szalało z radości, w boksie zawodników podskakiwał do góry sam prezes klubu prof. Janusz Filipiak i wszystkim przestało się palić na mecz piłkarzy z Legią - tak fetowano przy Siedleckiego wczorajszą wygraną 3:1 nad szybkim Podhalem.
Podhale miało jeszcze większą przewagę niż w ostatnim - wygranym u siebie 4:2 - meczu. Połamało sobie jednak zęby na znakomicie interweniującym Rafale Radziszewskim. Trzecia tercja mogła nie mieć żadnego znaczenia, gdyby "Szarotki" wykorzystały chociaż co drugą stuprocentową sytuację. Na przeszkodzie stanął jednak świetnie dysponowany "Radzik", który bronił strzały z metra (Mariana Kacirza i Jarosława Różańskiego w okresie podwójnej przewagi pod koniec drugiej tercji), wygrywał pojedynki (dwukrotnie z Milanem Baranykiem, raz z Krzysztofem Zapałą), a czasem w sukurs przychodziło mu szczęście (Dariusz Łyszczarczyk dwukrotnie nie trafił do pustej bramki). W Cracovii niespodziewanie zabrakło Czecha Michala Pinca i Słowaka Ondrzeja Prokopa. Trener Rohaczek nie chciał potwierdzić, że zadecydowały względy dyscyplinarne. - Chciałem składem zaskoczyć rywala - uzasadniał. Z kolei górale znaleźli receptę na kłopoty kadrowe. Ich szeregi uzupełnili wczoraj wychowankowie Podhala, którzy zakończyli sezon w KTH Krynica: obrońca Sebastian Smreczyński oraz napastnicy Tomasz Koszarek i Łukasz Batkiewicz. Młody Batkiewicz bardzo szybko udowodnił, że niesłusznie zesłano go na nauki do KTH. W 8. min minął trzech krakowian i wypalił w samo okienko. - Czarno widzę ten mecz. Mogliśmy przegrać to pierwsze miejsce z Tychami i teraz mielibyśmy łatwe zadanie ze Stoczniowcem - krakali siedzący nad dziennikarzami kibice "Pasów". W 13. min gospodarze doprowadzili do wyrównania w kontrowersyjnych okolicznościach. Sędzia zastanawiał się jednak aż 20 minut, czy uznać gola Damiana Słabonia. Nie miał pewności, czy wcześniej krążek minął linię bramkową, czy bramka została ruszona. - Podjąłbym decyzję znacznie szybciej, ale obsługa kamery bramkowej nie była w stanie odtworzyć właściwego fragmentu akcji - tłumaczył sędzia Maciej Pachucki. Wszystko rozstrzygnęło się w końcówce, gdy raz po raz goście byli odsyłani do boksu kar. Hokeiści Podhala mieli pretensje o zbyt pochopne wyrzucenie Rafała Sroki, przez co musieli się bronić w podwójnym osłabieniu. - Wszystkie kary były prawidłowe - ocenił trener "Pasów" Rudolf Rohaczek. - W końcówce rywal ułatwił nam zadanie, bo często faulował. Podhalanie mieli prawdziwego pecha, ponieważ najważniejszego w meczu gola stracili, grając nie w trójkę, a w dwójkę. Nieźle spisującemu się Bartłomiejowi Piotrowskiemu złamał się kij, więc szybko popędził po nowy. Gdy już dojeżdżał na pozycję, Mariusz Dulęba dogrywał przed bramkę do Daniela Laszkiewicza, a ten dopełniał formalności. Inna rzecz, że identycznych okazji podhalanie mieli ze trzy, ale "Radzik" bronił jak automat. Czarny piątek dla Bartłomieja Piotrowskiego zrealizował się w stu procentach, gdy na 34 s przed końcem niechcący wpakował sobie gumę do siatki po zagraniu Sebastiana Witowskiego. - Ciężki był to mecz, bo szybko straciliśmy gola - analizował trener Rohaczek. - Przełomowa była końcówka drugiej tercji, gdy Podhale grające przez dwie minuty w podwójnej przewadze nie pokonało naszego bramkarza. Rafał bez wątpienia był naszym bohaterem. - Na niedzielę się podniesiemy i zrobimy wszystko, by wygrać - deklarował napastnik Podhala Milan Baranyk. | ComArch/Cracovia | 3 | | Wojas/Podhale | 1 | Tercje: 1:1, 0:0, 0:2. Bramki: 0:1 Ł. Batkiewicz (8. Zamojski), 1:1 Słaboń (13. L. Laszkiewicz, D. Laszkiewicz), 1:2 D. Laszkiewcz (57. Dulęba w podwójnej przewadze), 1:3 Witowski (60. w podwójnej przewadze). Sędziował: Maciej Pachucki z Gdańska. Kary: 38 min (w tym 10 min dla L. Laszkiewicza) oraz 54 min (w tym po 10 dla Bakrlika i Jakesza). Widzów: 2 tys. Stan play-off 2:2. Następny mecz w niedzielę o godz. 16.15 w Krakowie. |