|
Nerwy, emocje, walka do końca - tak będzie wyglądał dzisiejszy siódmy mecz ComArchu/Cracovii z Wojasem/Podhalem. - To będą dwie godziny, które zadecydują o całym sezonie obu ekip - zapowiada napastnik Podhala Martin Voznik, który jeszcze rok temu grał w Cracovii.
Najwięcej zależy od bramkarzy. - Na pewno któryś z nich będzie bohaterem dnia - nie ma wątpliwości Leszek Laszkiewicz, najlepszy napastnik Cracovii. Między słupkami "Pasów" pewnie stoi 26-latek Rafał Radziszewski. To głównie dzięki niemu ekipa Rudolfa Rohaczka nie wypadła jeszcze z walki o mistrzostwo Polski. W drugim meczu w Nowym Targu i czwartym w Krakowie "Radzik" bronił w nieprawdopodobnych sytuacjach, gdy jego koledzy z pola mieli słabsze chwile. Radziszewski nie dał się takim tuzom, jak Jarosław Różański (najskuteczniejszy zawodnik ligi), Marian Kacirz czy Milan Baranyk. Tomasz Rajski z "Szarotek" jest o cztery lata młodszy od bramkarza Cracovii i w porównaniu do zeszłego sezonu zrobił kolosalny postęp. Nie puszcza już do siatki krążka po lekkich strzałach oddawanych spod bandy, nie łatwo zmusić go do położenia się na lodzie i odsłonięcia górnej części bramki. Interwencje "Konia" pomogły Podhalu w wygraniu pierwszego i szóstego spotkania (w obu nie puścił gola). Ale Rajski w minioną niedzielę zaliczył też mecz, o którym zechce zapomnieć. Na cztery strzały puścił trzy gole i trener zmienił go na Marka Batkiewicza. W drugiej tercji wrócił i jeszcze puścił czwartego gola. L. Laszkiewicz szanuje bramkarza rywali: - Chyba pan nie widział powtórki z tych goli, jakie Rajski wtedy puszczał - strofuje dziennikarza. - Przy drugim był rykoszet, a pozostałe padały po drugiej, trzeciej dobitce. Ileż może ich bronić bramkarz?! Środkowy Podhala, który przed rokiem zdobył mistrzostwo z Cracovią, Martin Voznik ma swoją teorię dotyczącą piątkowego starcia o wszystko: - Obydwa zespoły miały już sześć meczów na to, by udowodnić swoją wyższość, i nikomu się to nie udało. Po prostu są godne siebie i obydwa zasługują na miejsce w finale. W siódmym meczu wygra ten, do kogo uśmiechnie się szczęście w postaci, np. szybko strzeli gola. Wierzę, że fortuna będzie po stronie Podhala, bo w całym sezonie zasłużyliśmy na grę w finale. Faworytem zdaje się być jednak Cracovia, która gra u siebie i ma jeszcze inną przewagę nad "Szarotkami" - górale ostatnio mniej strzelają, w trzech meczach zdobyli tylko trzy bramki. "Pasy" - dziewięć. Na dodatek podhalanie w tej serii nie zdołali wygrać dwóch meczów z rzędu. - Najwyższa pora to przełamać - mobilizuje kolegów napastnik górali Krzysztof Zapała. L. Laszkiewicz nazywa dzisiejsze spotkanie "najważniejszym w sezonie". - Nie ma się co oszczędzać. To mecz o wszystko - podkreśla. - By w nim wygrać, ciężko pracowaliśmy od lata. Zwycięży ten, kto opanuje nerwy i strzeli pierwszego gola. Prowadzenie oznacza przewagę psychologiczną. Nie wolno też łapać kar. Początek meczu o godz. 19.30. Mówią trenerzy Rudolf Rohaczek ComArch/Cracovia Nie ważne, kto jest papierowym faworytem. Trzeba grać swoje, zapomnieć o tym, co było. To jest mecz o wszystko dla wszystkich. Musimy jeszcze poprawić koncentrację, choć przesadzić też nie można, żeby ręce się nie trzęsły. Wiktor Pysz Wojas/Podhale Zadecyduje psychika, bramkarze i forma dnia. Kto opanuje szybciej sytuację, ten wygra. Byle tylko sędzia nie przeszkadzał w grze. Życzymy mu tak dobrej pracy, jaką ostatnio pokazał w Nowym Targu Grzegorz Porzycki. not. mb |