|
Horror! Podhale leżało już na deskach i Cracovia zdawała się być jedną nogą w finale, ale górale pokazali charakter. Podnieśli się i wygrali po rzutach karnych! Łzy w oczach kibiców i szał radości hokeistów Wiktora Pysza - to oni zagrają już w niedzielę z GKS-em w Tychach o mistrzostwo Polski. "Pasy" w walce o brąz podejmują Stoczniowca. Pierwsza tercja była dla Cracovii jak marzenie. Podopieczni Rudolfa Rohaczka zaczęli szybko i agresywnie, jakby chcieli właśnie w tych 20 minutach dowieść rywalowi, że to właśnie im należy się miejsce w finale. Ale bramkarz Tomasz Rajski długo nie pękał. Po 100 s meczu obronił uderzenie z najbliższej odległości Stanisława Urbana po podaniu zza bramki Michala Pinca - obaj z czwartej "piątki". Gdy Pinc i Urban siali zamęt w tercji górali, czwarta formacja nowotarżan z ozdrowiałym Dawidem Słowakiewiczem mogła się tylko przyglądać wydarzeniom na lodzie, gdyż Wiktor Pysz zdecydował się na grę na trzy "piątki".
Cracovia nie zniechęcała się i w 4. min - po złej zmianie Podhala - do tercji gości wpadł Grzegorz Pasiut i wypalił z całych sił. Za plecami Rajskiego zadźwięczał słupek, od którego odbił się krążek. Później doszły do głosu "Szarotki" i Rafała Radziszewskiego mocnymi strzałami postraszyli Martin Voznik z Vladimirem Burzilem, jednak ostatnie słowo w tej części należało do "Pasów". Gdy gospodarze grali przez 41 s w podwójnej przewadze, zadziałała znakomicie współpraca braci Leszka i Daniela Laszkiewiczów. Leszek niesygnalizowanym podaniem zza bramki obsłużył starszego brata, a ten tylko dołożył łopatkę kija i "guma" zatrzepotała w górnym rogu bramki Rajskiego. Niespełna trzy minuty później, gdy siły na lodzie były już wyrównane, L. Laszkiewicz przegrał pojedynek z Rajskim, ale z celną dobitką doskoczył w porę Daniel i w geście triumfu podjechał do kibiców. "Hej, heja, heja! Cracovia mistrzem hokeja!" - wiwatowało prawie trzy tysiące kibiców. W II tercji wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Mecz był szarpany, rzadko zdarzało się, by obie drużyny grały w komplecie. Najpierw podhalanie grali przez 50 s w podwójnej przewadze, choć 10 s uciekło, bo w tumulcie sędzia liniowy nie mógł przerwać gry po spalonym, a później nie było komu cofnąć zegara. Za moment, gdy grano po czterech, Mariusz Dulęba zostawił krążek, by pojechać na zmianę. Skrzętnie skorzystał z tego Frantiszek Bakrlik, który miał sytuację idealną jak rzut karny. Będąc oko w oko z "Radzikiem" zwiódł go i wpakował "gumę" w lewy róg. Radziszewski, siedząc na lodzie, spojrzał tylko z wyrzutem na kolegów z pola. W ten sposób odbyła się swoista reanimacja Podhala. Dopełnił jej nie kto inny, jak kapitan - Jarosław Różański, który na 90 s przed końcem drugiej tercji po krzyżowym podaniu Vladimira Burzila z ostrego kąta szczęśliwym strzałem (krążek odbił się od słupka), doprowadził do wyrównania. Wszystko zaczynało się na nowo. "Pasy" przy stanie 2:1 zmarnowały bez mała dwuminutowy okres gry w pięciu na trzech. Rajski bronił jak w transie, choć niekiedy gospodarzom brakowało szybkiej decyzji oddania strzału. Dogrywka nie przyniosła rezultatu, choć cała hala falowała w ton przyśpiewki „Hej »Pasy « gol”!. Doszło do karnych, a w nich obaj bramkarze bronili jak w transie. Rajskiego zdołał pokonać tylko Richard Hartmann strzałem pod poprzeczkę. Na „Radzika” sposób znaleźli leworęczny obrońca Rafał Sroka i kapitan Jarosław Różański. - Bóg jest za Podhalem - wykrzykiwał po karnych drugi trener podhalan, Tadeusz Kalata, który był w sztabie szkoleniowym w 1997 r., gdy podhalanie sięgnęli po ostatnie mistrzostwo. - Mecz nam się nie układał, po I tercji wywołałem wojnę w szatni. Pozmieniałem piątki, chciałem posadzić Baranyka i to pomogło. Przy golu na 2:1 pomyślałem: "Mamy ich" - nie krył trener Wiktor Pysz. - Tomek Rajski stanął na wysokości zadania, a Jarek Różański początkowo nie chciał jechać karnego, ale spisał się na medal. - Nie obronimy mistrzostwa przez głupie prezenty, jakie podarowali Podhalu nasi obrońcy - denerwował się napastnik krakowian Leszek Laszkiewicz. - Przy stanie 2:0 Podhale nie istniało, ale głupi błąd Dulęby odwrócił mecz - potwierdzał trener Rudolf Rohaczek. Nie zmienia to faktu, że był to najlepszy mecz w polskiej lidze ostatnich lat. Propaganda hokeja co się zowie. ComArch/Cracovia 2 Wojas/Podhale 3 Tercje: 2:0, 0:2, 0:0, dogr. 0:0, karne 1:2. Bramki: 1:0 D. Laszkiewicz (16. L. Laszkiewicz, Słaboń w podwójnej przewadze), 2:0 D. Laszkiewicz (19. L. Laszkiewicz), 2:1 Bakrlik (28.), 2:2 Różański (39. w przewadze). Karne strzelili: Hartmann (Cracovia) - Sroka i Różański (Podhale). Cracovia: Rajski - Csorich, Piekarski, D. Laszkiewcz, Słaboń, L. Laszkiewicz - Gil, Czerny, Prokop, Hartmann, Podlipni - Dulęba, Wajda, Witowski, Pasiut, M. Piotrowski - Kozendra, Galant, Pinc, Cieślak, Urban. Podhale: Rajski - Sroka, Wilczek, Kacirz, Zapała, Bakrlik - Burzil, Jakesz, Baranyk, Voznik, Różański - Zamojski, B. Piotrowski, Łyszczarczyk, Koszarek, Malasiński oraz Słowakiewicz i Ł. Batkiewicz. Sędziował Waldemar Matuszak z Bydgoszczy. Kary: 20 oraz 20 min. Widzów: 2900. |